Archive for the ‘Wspomnienia’ category

Wspomnienie genialnego dyletanta

Luty 12, 2010

Głośno teraz o Józefie Mackiewiczu, wybitnym pisarzu, antykomuniście par excellence, z okazji 25 – lecia jego śmierci. W cieniu niejako – i to nie tylko w związku ze wspomnianym jubileuszem – pozostaje postać jego starszego brata, Stanisława, znanego może bardziej pod pseudonimem wziętym z Kiplinga – Cat. Niesłusznie, bowiem tak genialnego pióra publicysty ze świeczką szukać nam dziś pośród tych wszystkich Żakowskich i Ziemkiewiczów, i w zasadzie tylko lekkie pióro St. Michalkiewicza naprawdę cieszy nasz wzrok podczas lektury.

Nie myślimy tu pisać noty biograficznej pisarza i publicysty, nie myślimy wymieniać tytułów jego dzieł. Każdy zainteresowany sam zacznie szukać, nasze zadanie polega na wskazaniu drogi, którą Czytelnik – jeśli zechce – podąży.

Interesują nas dwie rzeczy:

(1 ) stosunek do Piłsudskiego;

(2 ) odpolityczniona strona Cata.

I

Andrzej Micewski, publicysta i historyk zmarły niedawno, w swojej książce „W cieniu marszałka Piłsudskiego” dziwi się, że Piłsudski jest postrzegany jako zdrajca socjalizmu, a nie jako ktoś, kto z socjalizmem nic nigdy nie miał wspólnego: „Zagadnąłem o to Stanisława Mackiewicza. Otrzymałem odpowiedź, która mnie zdumiała. Mackiewicz odpowiedział mniej więcej tak: Ależ panie, ja to już dawno ogłosiłem, że Piłsudski nie był socjalistą – w mojej wydanej w czasie wojny w Londynie książce <Klucz do Piłsudskiego>.”

Zaznaczyć musimy, że piszemy powyższe i poniższe zdania z perspektywy „Klucza do Piłsudskiego”, który powstał w r. 1943, jako że choćby w artykule z maja 1926 r. „Panie Marszałku!” Cat utrzymuje, że Piłsudski jednak socjalistą był.

Mackiewicz postrzegał udział Marszałka w socjalistycznym eksperymencie jako środek i tylko środek, który prowadzi do celu mającego z socjalizmem ówczesnym nic wspólnego – do niepodległości Polski. Myślenie oryginalne, dyskusyjne, ale wcale nie bez racji, w każdym razie nie pozostawiające miejsca na milczenie i zmuszające do myślenia. Uważamy, że oprócz socjalistycznych metod nie było w Piłsudskim socjalistycznej treści przed wojną, jak i w niepodległym państwie polskim. Sam Piłsudski za socjalistę się nie miał, w rozmowie z ks. Lubomirskim po akcie 5 listopada mówi oburzony do księcia: „Ja nie jestem wcale socjalistą”.

Zostawmy jednak socjalizm, zajmijmy się „żubrem”. Mackiewicz widział Komendanta jako geniusza strategicznego, na polu walki i potem w posunięciach politycznych w niepodległym kraju. Co ciekawe nie stawał jednocześnie w opozycji do Dmowskiego, uważał go za równie genialnego i zręcznego polityka. Pisze o Dmowskim i Piłsudskim: „Gdybyż można było ich rozsunąć w czasie! Współżycie tych ludzi w jednej epoce było elementem osłabiającym Polskę”. Z artykułów i książek jego bije podziw i uczucie do Piłsudskiego, nie brakuje jednak – umiarkowanej co prawda – krytyki, np. kiedy powstaje rząd Bartla po zamachu majowym, Mackiewicz ma za złe Piłsudskiemu, że ten nie rozpędził sejmu, nie wziął władzy dyktatorskiej: „Panie Marszałku! Po cóżeś cugle swego wierzchowca dał do trzymania takiemu karłowi [Bartlowi – przyp. mój]”. W postaci Marszałka widział Cat szansę jeśli nie na monarchię, to na silne i skuteczne rządy. Po śmierci Piłsudskiego za krytykę sanacji zamknięty na krótko w Berezie.

I tu streszcza się stanowisko Cata do Dmowskiego, Piłsudskiego i ich obozów: kocha Dmowskiego, polemizuje z nacjonalizmem;  kocha Piłsudskiego, krytykuje sanację. Ale szczegółów, drogi Czytelniku, poszukasz już sam.

II

Życie prywatne Cata jesteśmy zmuszeni odtwarzać, bo o ile pisząc bardzo dużo wykładał jasno swoje poglądy polityczne i historyczne, o tyle sobą, swym życiem prywatnym zajmować się nie chciał. Pisze w liście do M. K. Pawlikowskiego, komentując swoisty ekshibicjonizm Tyrmanda: „Mnie nie stać by było na takie rozbieranie się z gaci publiczne”. Zostawił zaledwie skąpe dzienniki z lat młodości, niekompletne w dodatku, nieciekawe w ogóle – chyba że dla biografa.

Dlatego sięgnijmy do obrazów Mackiewicza odmalowanych przez stykające się z nimi osoby. Uważam za najlepszą książkę z tego tematu „Z Mackiewiczem na ty” J. Karbowskiej, recenzentki teatralnej „Słowa” o dziennikarskim pseudonimie „Eddy” (w „Słowie” miano zwyczaj posługiwania się pseudonimami; taki Wacław Zbyszewski za odstępstwo został skrytykowany przez naczelnego w rozmowie z Eddy). Posmakujmy anegdoty, którą przytacza p. Karbowska:

„Winiarnia w samym centrum miasta, bo w podziemiach na ul. Mickiewicza. Półmrok i nastrój. Grono dobranych pań i daleko mniej licznych panów – proporcje ściśle przez Mackiewicza przestrzegane. Jedna z tych pań, które szły za nim niczym warszawianki za Wieniawą, korzysta z ułamka ciszy, żeby zadać mu zaróżowione winem pytanie:

– Czy mógłby pan określić różnicę między stylem miłosnej przygody: niegdyś i dziś?

– Pochlebiam sobie, że nie sprawi mi to… – Zrywa się i wybiega w ciemność ulicy. Po chwili wraca.

– Co się stało?

– Nie słyszały panie? Naprawdę?

Zaintrygowane i spłoszone:

– Nie, nie słyszałyśmy nic a nic.

– Jak to? A klakson samochodu i zaraz potem wściekły zgrzyt opon?

– Wypadek?

– Nie. Po prostu samochód zabił kokotę.

– I pan to mówi tak spokojnie?

Mackiewicz jest w swoim żywiole. Panowie się nie liczą. Są tylko wpatrzone w niego panie.

– Ach, nie trzeba zaraz brać całego wydarzenia zbyt dosłownie. – Oczy mu błyszczą. Zniża głos i mówi sugestywnie, jakby powierzał każdej z nich pilnie strzeżoną tajemnicę: – Rozerwana woalka. Mufka na środku jezdni…

Czekają w napięciu. Fluid podniecenia okrąża stolik.

– Pamiętają panie „Damę kameliową”? Powóz, teatralna loża, odsłonięte ramiona, no i te niezapomniane kamelie.

Każda z nich ma w tej chwili odsłonięte ramiona i kamelie w zasięgu ręki.

– Pamiętamy, ale cóż z tego?

– Jak to co? To był pewien smak epoki, epoki, która odeszła. Apoteozy kokoty.

– No a dziś?

– Zabrakło powozu, przekwitły kamelie. Dziś młody człowiek wydaje pieniądze na siebie, a nie na nią.

Zniecierpliwione:

– To znaczy?

– Kupuje samochód i zabiera swoją dziewczynę na przejażdżkę za miasto.

– Jakież to smutne…

– Ale prawdziwe: kokotę zabił samochód.”

Ta dłuższa anegdotka pomaga nam uchwycić trzy rzeczy: 1) Mackiewicz to prawdziwy aktor, zwłaszcza jeśli idzie o kobiety. Zalecając się do późniejszej żony, Wandy Krahelskiej, w 1914 r. przesyła do domu dwa telegramy, świadczące o próbie samobójstwa z powodu zazdrości… o 12-latka. Wanda Mackiewiczowa będzie mu następnie miała naturalnie za złe ciągłe zainteresowanie kobietami, także p. Karbowską. 2) Mackiewicz to żywa i ciekawa narracja; posługuje się fantastycznymi anegdotkami na każdym kroku, jak gdyby miał pod ręką ich posegregowany zbiór. 3) Trzecia rzecz to dygresja: smak epoki wieku XIX, początku XX i dzisiejszej. Jak to wygląda w dwóch pierwszych okresach zgrabnie przedstawił Mackiewicz; jak jest dzisiaj – tego gorzkiego smaku naszej epoki sami próbujemy.

III

Nie będziemy dalej rozbudowywać tego i tak już niekrótkiego artykułu. Wspomniałem, że nie jest to nota biograficzna, nawet próba kompletnego przedstawienia poglądów Cata – brak tu tak ważnych kwestii jak: sojusz Rzplitej z Niemcami hitlerowskimi w ramach paktu antykominternowskiego (za Studnickim), nacjonalizm, problem żydowski w Polsce, stosunek do komunistów. O takich ludziach nie pisze się artykułów; o takich ludziach gruba książka będzie za cienka. Chcąc zmieścić to wszystko w dłuższy nawet artykuł jesteśmy zmuszeni pisać na sucho, tj. data – wydarzenie, do czego czujemy wstręt. Dlatego poruszyłem dwie ciekawe sprawy z życia i publicystyki Cata gwoli wspomnienia i nakierowania Czytelnika. Tu moja rola się kończy, zaczyna się, miejmy nadzieję, bezpośredni kontakt Czytelnika z wileńskim publicystą.

***

18-tego lutego mija 44 lat od śmierci Stanisława Cata-Mackiewicza, żubra wileńskiego, monarchisty polskiego, realisty politycznego, „genialnego dyletanta”.

Quand même

Reklamy

Rok okrągłych rocznic

Luty 2, 2010

Dziś zaczął się drugi dzień, drugiego miesiąca 2010-ego roku. Jest to rok szczególny, obfitujący w bardzo ważne rocznice historyczne. Naszym patriotycznym obowiązkiem jest pamiętać o wydarzeniach i bohaterach tamtych dni, toteż mam nadzieję, że nic nie zostanie pominięte i zapomniane. Patrząc na państwa ościenne, widzimy jak dobrze polityka historyczna może być wykorzystywana do działań stricte politycznych. To jednak nie należy do naszych kompetencji, więc wróćmy do meritum.

Nie poprzestanę jedynie na wydarzeniach, o których wspominają zazwyczaj współcześni politycy. Postaram się na łamach naszego bloga wymienić wszystkie ważne rocznice, jeśli coś pominę, jestem otwarty na uzupełnienia, (wszystkie sugestie w komentarzach będą mile widziane). Zaznaczam też, że w moim zestawieniu mogą znaleźć się wydarzenia dość nietypowe. Moim celem nie jest opisanie wydarzeń, a jedynie wyeksponowanie i przypomnienie.

625 lat temu14 sierpnia 1385 roku zawarto w miejscowości Krewo (na terenie dzisiejszej Białorusi)  unię personalną pomiędzy Królestwem Polskim a Wielkiem Księstwem Litewskim. Był to fakt o tyle ważny, że pierwszy raz w dotychczasowej historii naszego państwa, połączyliśmy się w dość spójny sposób z innym państwem. Ruch ten wynikał nie tyle z chęci, co z przewidywań politycznych. Zakon Krzyżacki leżący ” po sąsiedzku rósł w siłę, więc Królestwo Polskie wymagało silnego sojusznika, z którym mogła razem odeprzeć agresję Zakonu. Jedną z głównych konsekwencji unii, było objęcie tytułu króla Polski przez Władysława Jagiełłę, poślubienie Jadwigi Andegaweńskiej i jego chrzest, a zarazem chrzest całej Litwy, tkwiącej dotąd w pogaństwie. Jak się okazało był to ruch bardzo trafny, ponieważ Jagiełło okazał się jednym z najlepszych władców w historii naszego kraju. Unia w Krewie była swoistym wstępem do kolejnej rocznicy.

600 lat temu… (odbyła się jedna z największych bitew średniowiecznej Europy – pod Grunwaldem, której data, a więc 15 lipca (historycy doszukali się informacji, że był to wtorek :) ), jest znana chyba każdemu średnio wykształconemu Polakowi. Tego wydarzenia, specjalnie przedstawiać nie trzeba, bo jak wszyscy dobrze wiemy, było ono wielkim zwycięstwem rycerstwa polskiego i litewskiego nad Zakonem Krzyżackim. Nie będę streszczał bitwy, ale mogę z czystym sumieniem polecić książkę prof. Andrzeja Nadolskiego pt. Grunwald 1410 z serii Historyczne Bitwy wyd. Bellona. Polacy nie zapominają o jednym z najbardziej spektakularnych, polskich zwycięstw w historii, a inscenizacja na Polach Grunwaldzkich w okolicach wsi Stębark, co roku przyciąga kilkadziesiąt tysięcy pasjonatów historii i nie tylko.

575 lat temu… dokładnie 1 września 1435 roku odbyła się bitwa pod Wiłkomierzem. Nie jest ona zbyt znana, ale miała duże znaczenie strategiczne. Sama potyczka, nie była wielkich rozmiarów, ale było to wielkie polskie zwycięstwo w wojnie z Zakonem Krzyżackiem 1431-1435. Wojsko polsko-litewskie dowodzone przez Jakuba Kobylańskiego (marszałka dworu wielkiego księcia litewskiego Witolda) rozgromiło oddziały zbuntowanego Świdrygiełły i Krzyżaków. Sama bitwa trwała zaledwie godzinę, ale miała znamienne skutki. Zginął w niej Franke von Kerskoff dowódca Krzyżaków Inflanckich, ciężko ranny został Zygmunt Korybutowicz – buntownik, walczący u boku Świdrygiełły w wojnie domowej na Litwie przeciw Zygmuntowi Kiejstutowiczowi. W walce Świdrygiełło ledwo uszedł z życiem, a rycerstwo krzyżackie zostało prawie doszczętnie wymordowane. Ta mało znana bitwa, miała bardzo duży wpływ na korzystny pokój, który był podpisany w Brześciu Kujawskim podpisany ostatniego dnia roku 1435.

400 lat temu… 4 lipca i 28 sierpnia 1610 roku, miały miejsce dwa bardzo ważne wydarzenia, z których możemy być bardzo dumni. Otóż, po zwycięskiej batalii pod Kłuszynem, gdzie wojsko Rzeczpospolitej pokonało 6-krotnie liczniejsze siły rosyjsko-szwedzkie. Główne zasługi miała tutaj husaria, która musiała się przedzierać nawet przez płoty i zasieki, ale mimo to swoim impetem, zmiotła wojsko nieprzyjacielskie. Wojska rosyjsko-szwedzkie, spieszące do Smoleńska, zostały pokonane, a droga do Moskwy była otwarta. W półtora miesiąca później zwycięski dowódca spod Kłuszyna, hetman polny koronny Stanisław Żółkiewski wkroczył do Moskwy, gdzie zawarł układ z bojarami rosyjskimi, mianując królewicza Władysława IV carem Rosji. Niestety, 2 lata później stacjonujący w Moskwie polski oddział został wyparty i na tym, skończyło się nasze władanie w Moskwie. Mieliśmy sporą szansę na ugranie czegoś więcej, niestety się nie udało, ale to już temat na inną opowieść. Powstała strona poświęcona bitwie  i obchodom jej upamiętnienia, którą polecam http://www.kluszyn1610.pl/

350 lat temu… miały miejsce 3 ważne wydarzenia, o których warto pamiętać. Przede wszystkim, 3 maja 1660 roku, został zawarty pokój w Oliwie, który kończył tzw. ” potop szwedzki ” spopularyzowany w powieści Henryka Sienkiewicza. Jest to o tyle ważne wydarzenie, że kończyło wyniszczającą, bardzo ciężką wojnę ze Szwedami. Kraj był na granicy upadku. Mimo, wielu zdrad, dzięki bohaterom takim jak Stefan Czarniecki, toczącym wojnę podjazdową, udało się obronić Ojczyznę przed najeźdźcą. Niestety gospodarka została prawie doszczętnie zrujnowana, ale niepodległość została obroniona. Dwie pozostałe daty to dwa sukcesy militarne, mające jakże ogromne znaczenie, ponieważ mimo pokoju ze Szwecją toczyliśmy drugą wojnę z Rosją. Pierwsza ważna batalia to bitwa pod Połonką 28 czerwca 1660 roku, gdzie 13 tys. wojsk polskich z 7 działami pokonało, 24 tysięcy wojsk rosyjskich, zabijając około połowy wojska nieprzyjacielskiego. Tutaj mogę polecić książkę ” Połonka-Basia 1660 „ z tej samej serii co Grunwald. Drugim zwycięstwem militarnym, bardziej znanym była bitwa pod Cudnowem trwającą od 14 października do 2 listopada 1660 roku. Było to ważne zwycięstwo sił polsko-tatarskich nad rosyjsko-kozackimi, które doprowadziło do zawarcia ugody cudnowskiej.

180 lat temu… wybuchło Powstanie Listopadowe. Jeden z największych polskich zrywów narodowo-wyzwoleńczych, który miał szansę powodzenia, jednak na skutek różnych przyczyn okazał się nieudany. Większość działań wojennych i politycznych miała miejsce w 1831 roku, ale ponieważ powstanie zaczęło się w Warszawie z 29 na 30 listopada 1830 roku, przyjmuje się datę spłonięcia browaru w Warszawie jako znaku umownego początku tej insurekcji.

90 lat temu… Tutaj sprawa jest oczywista, a mianowicie kulminacyjny moment wojny polsko-bolszewickiej, zwany Cudem nad Wisłą 15 sierpnia 1920 roku, czyli zatrzymanie bolszewickiej nawały na Polskę i zachód Europy. Nasze zwycięstwo z 1920 roku jest często porównywane z wiktorią wiedeńską i porównanie to jest bardzo adekwatne, ponieważ, zaryzykuję to stwierdzenie, wojna z bolszewikami była swoistą obroną cywilizacji. Nie będę się rozpisywał – sprawa jest raczej oczywista. Ważne, aby pamiętać nie tylko o głównych dowódcach, ale też o tych mniej znanych i mniej znanych bitwach (np. mój pradziadek stracił oko, będąc żołnierzem 85. Pułku Strzelców Wileńskich, dlatego m.in. o tym wspominam). 1920 rok to nie tylko wojna z Rosją Radziecką, to także czas ” zaślubin polski z morzem „, symbolicznego gestu wykonanego przez gen. Józefa Hallera 1o lutego 1920 roku. Kolejnym wydarzeniem, o którym nie wolno nam zapomnieć to II powstanie śląskie trwające 5/6 dni od 19/20 sierpnia do 25 sierpnia 1920 roku. Ślązakom walczącym o przynależność tych terenów do Polski, musimy oddać hołd, tym bardziej, że nie byli wsparci przez rząd (działo się to w czasie walk z bolszewikami)

70 lat temu… podczas II wojny światowej, miały miejsce trzy szczególnie ważne wydarzenia. Przede wszystkim na terenach zajętych przez Sowietów, zaczęły się masowe deportacje na wschód. Jednym z najważniejszych wydarzeń były masowe mordy polskich oficerów w Lesie Katyńskim. Tego wydarzenia, nie trzeba nikomu przedstawiać. Ponadto, 20/21 sierpnia w Palmirach, w części Puszczy Kampinoskiej, odbyła się akcja AB, czyli rozstrzelanie ludzi z elit przedwojennej Polski, takich jak m.in. narodowy publicysta Stanisław Piasecki, działacz przedwojennej Falangi Wojciech Kwasieborski, Kazimierz Bartel – były premier, tłumacz, lekarz czy Janusz Kusociński – biegacz, złoty medalista olimpijski z IO w Los Angeles w 1932 roku. Rok 1940 to także otworzenie fabryki śmierci w Oświęcimiu.

40 lat temu… miała miejsce tak zwana ” Masakra na Wybrzeżu „. W dniach 14-22 grudnia 1970 roku odbyły się demonstracje przeciw podwyżkom cen jakie przed Świętami Bożego Narodzenia, zaaplikowało kierownictwo PZPR. Podrożały najważniejsze produkty żywnościowe, co było punktem zapalnym. Do robotników na ulicy milicja otworzyła ogień. W wyniku działań komunistów zginęło 39 osób, a 1 134 zostały ranne. Nie dajmy zapomnieć Polakom, o tym krwawym wydarzeniu, by w przyszłości nie zdarzyło się podobne.

30 lat temu… w 1980 roku, powstał Niezależny Samorządny Związek Zawodowy ” Solidarność „. Solidarność była ruchem, który skupił w swoich szeregach nawet 10 mln Polaków, którym nie były obojętne rządy komunistycznej, uzurpatorskiej władzy. Był to największy tego typu ruch w Europie, który zapoczątkował zmiany ustrojowe w krajach bloku wschodniego.

Jak zaznaczyłem wyżej, jest to mocno subiektywna lista, być może brakuje w niej paru znaczących wydarzeń, ale zawsze możecie mnie poprawić. Moim celem, było przypomnienie każdemu z nas, że musimy pamiętać o swojej historii, bo to nasza tożsamość, w czasach triumfu kosmopolitycznych idei. Nie zapominajcie o bohaterach – oni walczyli dla Was!

Przemysław Ciunowicz

Grzesiuk, konserwatyzm, komunizm

Styczeń 20, 2010

W ostatnim czasie skończyłem czytać drugą książkę Stanisława Grzesiuka. „Pięć lat kacetu” zrobiło na mnie nie mniejsze wrażenie niż „Boso ale w ostrogach” (do grzesiukowej trylogii doliczyć trzeba jeszcze „Na marginesie życia”). Jednocześnie dostrzegłem w sobie pewną sprzeczność.

Otóż, utożsamiając się poglądami – ogólnie rzecz biorąc – konserwatywnymi, czy prawicowymi, fascynuję się tym, co pisał człowiek od tych poglądów niesamowicie odległy, więcej – nie szczędzący pochwał pod adresem komunistów i krytycznych uwag wobec Kościoła (ten sam dylemat trapi co najmniej kilku moich znajomych). Będąc przekonanym, iż proste odrzucenie treści, które mi Grzesiuk przekazał byłoby pójściem na łatwiznę i wyrzekaniem się swych autentycznych, odruchowych odczuć, zacząłem zastanawiać się, jak do tego, co pisał mogę się ustosunkować. Początkowo przyszły mi na myśl dwa sposoby odczytywania Grzesiuka.

Stosując pierwszy można zgodzić się z całością przekazu, zawartego w jego książkach. Lecz wówczas nie sposób być dalej konserwatystą. Wszak przyjęte przez Grzesiuka założenie, że jeśli ktoś jest komunistą, to nie może mieć złego charakteru, jest dla konserwatysty nie do zaakceptowania.

Używając drugiego można czytać Grzesiuka wybiórczo, adaptując (i nieraz interpretując) do swoich poglądów te treści, które potrafiłyby te przekonania uzasadniać albo też byłyby z nimi zgodne. Ot, np. Grzesiuk kierował się zasadą „Skarżyć nie wolno, odegrać się wolno”. Należy sobie zadać pytanie, na ile to powiedzenie, zawierające niezwykle klarowne, nie pozostawiające żadnych wątpliwości przesłanie, może posłużyć do negatywnej oceny moralnych kwalifikacji wszelkich agentów. Mimo iż odnosiło się ono do zasad – nazwijmy to tak – blokowiskowo-podwórkowych, można wyciągnąć z niego taką konkluzję.

Powstaje jednak pytanie, czy wybieranie określonych treści z książek Grzesiuka nie jest wobec ich autora nieuczciwe i nie kryje za sobą zwyczajnej nieumiejętności zweryfikowania swoich przekonań.

Być może to zabrzmi, jak herezja, nie wiem, czy ktoś nie zarzuci mi stosowania logiki podobnej do tej, którą epatują obrońcy agentów (tzn. frazesy typu: „Trzeba zwrócić uwagę na całą złożoność sytuacji, kulturalny człowiek powinien powstrzymywać się od jednoznacznych osądów, zwłaszcza, że nie wiadomo, jak on sam postąpiłby w sytuacji, w której znalazł się tajny współpracownik”, niby intelektualne i rzeczowe, a w istocie mające na celu rehabilitację niezwykle niemoralnych postaci i ucieczkę od nazwania zła po imieniu), ale – w moim przekonaniu – zbyt skomplikowaną charakterologicznie postacią był Grzesiuk, zbyt wiele dylematów przyniosło mu życie, by można było zbyć go określeniem „komuch”, a książkę odstawić na półkę.

W jego przypadku (być może w niewielu innych) naprawdę interesujące są motywy, którymi się kierował, głosząc określone tezy i naprawdę inny efekt tych tez głoszenia, niż w przypadku większości apologetów tudzież adwokatów zbrodniczego systemu komunistycznego. Co oczywiście nie oznacza, że z treścią jego ocierających się o kwestie polityczne tez w jakikolwiek sposób się zgadzam.

Jednakże uważam, że dla konserwatysty, szanującego poszczególne wybory Grzesiuka problem przestaje być aż tak nieznośny po zdaniu sobie sprawy z kilku faktów.

Tak więc, Grzesiuk daleki było od uzasadniania swoich spostrzeżeń na gruncie intelektualnym, czy też wchodzenia w polityczne dysputy, czyniące go człowiekiem ideologicznie zaangażowanym.

Mimo iż nie wzbraniał się on przed stanowczym wyrażaniem poglądów, to po pierwsze, prawdopodobnie dlatego, że stanowczo robił niemal wszystko, taki już był jego charakter – uznawał prymat prostych zasad nad przeintelektualizowanymi wywodami, zaś po drugie – polityka, w tym również to, jaki ustrój powinien panować w Polsce nie stanowiło przedmiotu jego pogłębionej refleksji. Patrzył na to, jak pewnie na wszystko, przez pryzmat pewnych, wyuczonych na osiedlu zasad, a nie używanych w politycznych debatach argumentów. Może dlatego komunizm, głoszący hasła równościowe, wydał się mu, wychowanemu w duchu koleżeńskiej solidarności, czymś kuszącym? Mógł się wydawać, choć – rzecz jasna – z dzisiejszej perspektywy – musimy stwierdzić, że komunizm raczej upadł dzięki społecznej solidarności, aniżeli ją wywoływał.

Trzeba też podkreślić, iż Grzesiuk naprawdę w niektóre komunistyczne hasła wierzył i nie dostrzegał w nich instrumentu zniewolenia społeczeństwa. Dzisiaj można śmiać się z jego naiwności, lecz można też zwrócić uwagę na zasadniczą różnicę między postawą Grzesiuka, a działaniem wielu ludzi kultury, którzy doskonale wiedzieli, czym jest komunizm, jak wygląda rzeczywistość w ZSRS, a jednak pisali o niej nieprawdę. Pisząc wprost – służyli kłamstwu. Bo jak inaczej można nazwać „niezależnych obserwatorów”, którzy jeździli za wschodnią granicę i zaświadczali, iż byli w kraju mlekiem i miodem płynącym? Nie widzieli, co się dzieje z ZSRS? Myślę, że nie chcieli widzieć. Grzesiuk nie widział i nie wiedział.

Ilekroć w dzisiejszych czasach pisze się o młodzieńczej fascynacji systemem komunistycznym, występującej choćby u Wisławy Szymborskiej, czy Czesława Miłosza, wspomina się o uzasadnionej wierze w nadzieje i szanse, jakie ten system stwarzał. Nie baczy się choćby na postawę Zbigniewa Herberta, który natychmiast dostrzegł zło systemu (w filmie „Obywatel poeta” przedstawione są losy Herberta, który, ze względu na swą niezłomność i odmowę służenia systemowi, skazany był na niezwykle ciężką dolę, choćby dojeżdżanie tramwajem do domu jedynie z baru mlecznego, bo na dojazd do baru mlecznego już nie było go stać).

Herbert postawił zresztą ciekawą tezę, że popieranie systemu komunistycznego również w tym czasie nie wiązało się zazwyczaj z fascynacją komunizmem, gdyż system ów był wyzbyty z jakiejkolwiek interesujących idei. Brało się natomiast ze zwykłego serwilizmu i chęci poprawy warunków życia kosztem innych. Grzesiuk od jakiegokolwiek serwilizmu był jak najdalej, natomiast jego fascynację można zrozumieć bacząc na fakt, że – w przeciwieństwie do wspomnianych ludzi kultury – ani nie widział, jak wygląda rzeczywistość w ZSRS, ani nie miał (nie musiał mieć, bo nie stanowiło to przedmiotu jego pogłębionej refleksji) w sobie przenikliwości, która powinna cechować intelektualistę.

Zresztą, być może właśnie dlatego stworzył prostą dychotomię między Niemcami, od których doznał olbrzymich krzywd, przebywając 5 lat w trzech obozach koncentracyjnych, a komunistami, którzy – pojawiając się w obozach pod koniec wojny – nie sprawiali wrażenia kolejnych okupantów, a wyzwolicieli.

Należy również zrozumieć, że Grzesiuk, mimo iż w niemal każdej sytuacji życiowej potrafił stać z podniesioną głową, także w obozie koncentracyjnym, gdzie zajmował współwięźniów grą na mandolinie i śpiewaniem „warszawskich” piosenek, czy niemieckim więzieniu, gdzie wydrapywał na ścianie obelgi pod adresem tych, przez których tam się znalazł, rozumiał, że jego sytuacja materialna jest – oględnie pisząc – nie do pozazdroszczenia. Opisywał, jak cały tydzień kupował „na kartkę” w osiedlowym sklepiku, by oddawać pieniądze po otrzymaniu wypłaty. I tak na okrągło.

Powiązał to, zapewne niesłusznie, z systemem, w którym żył, systemem, w którym dużą rolę odgrywał Kościół. Wierzył, że gdyby system się zmienił, wraz z nim zmieniłaby się jego sytuacja materialna. Pewnie również niesłusznie. Grzesiuk przywiązany był do swoich kamienic i ferajny, więc wątpię, by w jakimkolwiek systemie porzucił je dla pracy przynoszącej mu znaczną poprawę społecznego usytuowania. Skazany był raczej, w dużej mierze na skutek własnych wyborów, na rolę kontestującego każdy system. Wobec powyższego – kto wie, czy gdyby urodził się w systemie odrzucającym religię nie stałby się apologetą Kościoła? Czy gdyby żył „za komuny” nie stałby się opozycjonistą?

Gdy czytam Grzesiuka takie pytania wcale nie wydają mi się absurdalne. On chyba w każdym systemie byłby mniej więcej podobnie sytuowany w społecznej hierarchii i w każdym chciałby radykalnej zmiany. Buntownik. Ale nie z tych, którzy kupują koszulki z Che w kapitalistycznym sklepie. Nie z tych, którzy przycinają się żyletkami, czy piszą do „Bravo”. Grzesiuk nie miał potrzeby wyszukiwania problemów. Za to potrafił się im przeciwstawiać.

Jacek Tomczak

71. rocznica śmierci Romana Dmowskiego

Styczeń 2, 2010

2 stycznia 1939 roku w Drozdowie pod Łomżą zmarł Roman Dmowski.  Przez 75 lat swojego życia nieustannie służył Polsce,  jego działania przyniosły polskiemu ludowi świadomość narodową, a państwowości odrodzenie. Był wychowawcą pokoleń Polaków i jednym z największych pisarzy politycznych w historii naszego kraju.

Ojciec największego obozu politycznego odchodził na 9 miesięcy przed zapowiadaną przez siebie katastrofą Polski.

Jego pogrzeb w Warszawie stał się wielką manifestacją narodową – wzięło w nim udział kilkaset tysięcy Polaków.

W tym dniu pamiętajmy o Wielkim Polaku!