Archive for the ‘Inne’ category

Poprawność polityczna w kontekście „antysemityzmu”

Luty 11, 2010

Kwestia wrogości wobec Żydów niezmiennie pojawia się w mediach czy  literaturze.  Problematyka postaw antyżydowskich jest niezwykle eksponowana, co może być częściowo zrozumiałe ze względu na tragedię Zagłady Żydów w czasie II Wojny Światowej. Wszelkie przejawy wrogości wobec narodu żydowskiego są publicznie napiętnowane, zaś ludzie wypowiadający antyżydowskie sądy nie mogą liczyć na przychylność większości mediów, a przez to także opinii publicznej. Na dodatek, odnieść można wrażenie, że wszelkie żarty bądź satyry z tej nacji, mogą również narazić pomysłodawcę na zarzut „antysemityzmu”. Trzeba zadać w tym wypadku kilka pytań. Pierwszym jest więc pytanie o to czy równie wielkie potępienie doświadczalne jest przez osoby formułujące opinie skierowane przeciwko innym narodom, np. Niemcom, Rosjanom czy Anglikom? Tak jak doświadczalne jest przez osoby wydające opinie skierowane przeciwko Żydom.

Patrząc na antyrosyjski ton wypowiedzi niektórych polityków, widzi się, iż nie jest to specjalnie napiętnowane, a nawet niekiedy nagradzane przez media i opinię publiczną. Podobnie rzecz ma się z wypowiedziami skierowanymi przeciwko Niemcom lub Anglikom (choć akurat wobec Anglików w naszym kraju są relatywnie rzadkie). Oczywiście wiele takich wypowiedzi może zawierać prawdziwość czy nieść za sobą słuszność w postaci walki o historyczne prawdy, jednak fakt faktem, że nie spotyka się to z tak dużym potępieniem ze strony mediów, jak wypowiedzi kierowane przeciwko Żydom bądź pewnym grupom oraz organizacjom wywodzącym się z tego narodu. Co więcej, łatwo nabyć opinię, iż wypowiedzi bądź opinie skierowane przeciwko samym Polakom, są w samej Polsce bardziej tolerowane przez środki masowego przekazu, niż negatywne stanowiska względem Żydów. Przykładem może być nie tak dawny wywiad Aliny Całej w Rzeczpospolitej, który zawiera przekłamania, żeby nie powiedzieć bezczelne bzdury, dające się łatwo obalić. Choć nie będę się tutaj oczywiście skupiał nad zwyczajnie głupimi  „mądrościami” pani Całej, to nie chcę być gołosłownym więc podam przykład. W owym wywiadzie pada sformułowanie:

Spójrzmy na problem ratowania Żydów podczas Zagłady. Polak, który przed wojną był bombardowany kościelną i endecką agitacją antysemicką, musiał mieć rozterki, czy ratowanie Żydów jest moralne.

Jest to totalna ignorancja faktów historycznych bądź świadome ich przekłamywanie. Wśród ludzi ratujących Żydów było wielu działaczy organizacji nacjonalistycznych, w okresie międzywojennym formułujących sądy jawnie antyżydowskie, jak choćby jedna z czołowych postaci ruchów narodowo-radykalnych – Jan Mosdorf, zaś sama Armia Krajowa składała się z wielu narodowców, co nie przeszkadzało aktywnie działać na rzecz ratowania Żydów przed Zagładą z rąk Niemców. Podobnie obarczanie polskich nacjonalistów moralną odpowiedzialnością za niektóre przypadki wydawania Żydów Gestapo przez kolaborantów, są niewątpliwie bzdurne. Polski nacjonalizm nigdy nie był budowany wokół rasizmu i przekonania o wyższości własnej nacji nad wszelkimi innymi, tak jak nacjonalizm niemiecki, mający wybitnie szowinistyczny charakter, i to nie tylko w wypadku nazizmu. Toteż trudno uznać polski nacjonalizm za główny powód wydawania Żydów przez niektórych Polaków. W końcu warto podkreślić, który naród ma na swoim koncie zdecydowanie najwięcej uratowanych Żydów od Zagłądy. Tym narodem są Polacy. Tyle w ramach małej dygresji.

Tutaj muszę jednak wytłumaczyć się z celowości stosowania dygresji. Wyznaję filozofię, że prosta, choć nie za częsta, dygresja pozwala lepiej zobrazować czytelnikowi sytuację i podeprzeć tezy autora pracy niż żmudne operowanie „bezbarwnym” językiem naukowym.

Kolejnym przykładem poprawności politycznej w kontekście problematyki żydowskiej, jest pewne eksponowanie starań o serdeczne stosunki z narodem żydowskim oraz religią żydowską, co jest zdecydowanie nierównomierne względem pomyślnych stosunków z innymi nacjami czy innymi religiami (niż dominujący w Polsce katolicyzm). Przykładem jest udział Prezydenta RP w uroczystościach chanukowych w synagodze. Oczywiście, Prezydent  ma prawo decydować o tym komu wyraża swój szacunek poprzez obecność na tak ważnej uroczystości, jednak uczciwość i równe traktowanie innych mniejszości religijnych przez Pana Prezydenta, kazałoby aby w równy sposób nasza Głowa Państwa uczciła ważne święta liczniejszych niż żydzi mniejszości religijnych w Polsce, np. prawosławnych, luteran czy grekokatolików. Pomimo to, Prezydent postanowił uhonorować akurat wyznawców judaizmu. To doprowadziło do wydania tak ostrych sądów jak wypowiedź na ten temat prof. Wolniewicza (dostępna na youtube), z którą można polemizować co do jej treści, formy czy zawartych w niej kontrowersyjnych opinii, jednak, przynajmniej moim zdaniem, niepodobna jej zarzucić  antyżydowskiego charakteru. Choć sądzę, iż wielu publicystów łatwo, wyrywając z kontekstu wypowiedź prof. Wolniewicza, przykleiłoby mu łatkę „antysemity”.

Również zastanawia mnie fakt, że zarówno nasz Prezydent jak i Premier odwiedzili w swoich podróżach zagranicznych Izrael, oraz zdecydowali się założyć oznakę żydowskiej religijności – jarmułkę  i odwiedzić Ścianę Płaczu, symbol dominującej religii w Izraelu. Nie przypominam sobie aby w podobny sposób uhonorowano np. Serbów, Rumunów, Węgrów, Estończyków, Słowaków czy Łotyszy, zaś sądzę, iż ze strategicznego punktu widzenia te dosyć bliskie nam Państwa są dla nas istotniejsze niż Izrael, co więcej w części z tych Państwa nie było jeszcze ani obecnego Prezydenta, ani Premiera.

Chciałbym tutaj zatrzymać się na moment i wskazać czemu służą powyższe przykłady. Być może dla niektórych osób, które miałyby okazję poznać się z moim wywodem, jawiłbym się jako „antysemita” szukający wszędzie żydowskich spisków. Tego jednak nie zamierzam czynić, wskazuję zaś pewne przykłady nierówności traktowania Żydów a innych nacji, oraz wyznawców judaizmu a wyznawców innych religii, na przykładzie naszego kraju. W „demokratycznym państwie” życzyłbym wszystkim aby stosowano równe miary wobec wszystkich nacji, lub w przypadku niemożności spełnienia takiego życzenie (co zresztą przyznaję) dążenia do tego.

Powszechnie można spotkać się z opiniami, że nacjonalizm prowadzi do szowinizmu, dalej do rasizmu, w końcu do zachowań jawnie nazistowskich. Jest to myślenie tkwiące w umysłach wielu ludzi. Nie nacjonalizm jest tematem mojej pracy, i nie mam zamiaru czynić tutaj wykładu o różnych typach nacjonalizmu (nacjonalizm liberalny, nacjonalizm konserwatywny, nacjonalizm antykolonialny, nacjonalizm niepodległościowy itd.), przyjmijmy więc, że nacjonalizm rozumieć w moim wywodzie będzie się jako solidarność narodową, walkę o „dobro narodowe” i wolę walki z innymi nacjami w imię tego „dobra”.

Nacjonalizm polski jest powszechnie oceniany przez pryzmat ostatniego dwudziestolecia, czyli środowiska o. Tadeusza Rydzyka, polityki Andrzeja Leppera czy publikacji Leszka Bubla, choć wątpię czy któryś z tych panów przeczytał jakiekolwiek publikacje głównych myślicieli ideologii narodowej, chyba, że za takich uważają się oni sami. Niekiedy nawiązuje się również do międzywojennej tradycji Narodowej Demokracji, czy ruchów narodowo-radykalnych. Z pewnością polski nacjonalizm okresu międzywojennego zawierał antyżydowskie elementy, choć jak już pisałem, nigdy nie w takim kontekście jak nacjonalizm niemiecki.  Poprzez pryzmat tego „antysemityzmu” ocenia się m.in. postać Romana Dmowskiego, niewątpliwie cechującego się owym „antysemityzmem”, jednak jednocześnie personą niezwykle zasłużoną dla odzyskania przez Polskę niepodległości. W każdym razie, fakt negatywnego stosunku wobec Żydów staje się dla niektórych ludzi (m.in wspomnianej już pani Całej protestującej kilka lat temu przeciwko odsłonięciu pomnika Dmowskiego w Warszawie) powodem aby przekreślać tą znakomitą osobistość z grona ludzi wybitnie zasłużonych. Ciekawe, że nikt nie myśli o przekreślaniu czyjegoś dorobku z powodu jego wrogiego stosunku względem Rosjan czy Niemców. Oczywiście można nie zgadzać się z pewnymi tezami Romana Dmowskiego, jakkolwiek fakt wrogości do pewnej nacji na pewno nie jest dla powodem aby negować Dmowskiego jako męża stanu, którym niewątpliwie był.

Skoro jednak uznaje się w pewnych kręgach, iż nacjonalizm prowadzi do tak zgubnych skutków, zaś ludzie wrodzy wobec innych nacji, powinni być bezwzględnie skreśleni z listy zasłużonych, bez względu na ich dokonania, to spójrzmy na problematykę Syjonizmu i państwa Izrael powstałego dzięki tej ideologii.

Ideologia syjonistyczna, zapoczątkowana przez węgierskiego Żyda Teodora Herzla, ma niewątpliwie charakter nie tylko nacjonalistyczny ale wręcz szowinistyczny. Zakładała ona konieczność stworzenia państwa żydowskiego w Palestynie, kosztem innych ludów ją zamieszkujących. W trakcie walki o utworzenie państwa żydowskiego, Żydzi posługiwali się terrorystycznymi organizacjami jak Haganah czy Irgun. Były one odpowiedzialne za masakry w arabskich wioskach, w których poważny udział miał m.in. późniejszy premier Izraela Manachem Begin. Ostatecznie członkowie tych organizacji weszli w skład formującej się izraelskiej armii.

Wojny arabsko-żydowskie w XX wieku przedstawiane są zwykle jako wojnę broniących swojej niepodległości Żydów z agresywnymi Arabami. Podobnie Palestyńczycy przedstawiani są jako banda terrorystów wysadzających się w autobusach pełnych dzieci. Oczywiście nie sposób odrzucić okrucieństwa aktów terrorystycznych ze strony terrorystycznych organizacji palestyńskich. Warto zaś skupić się nad przyczynowością takich zachowań. Palestyńczycy przez państwo żydowskie traktowani są jako ludzie drugiej kategorii. Miasta palestyńskie są otaczane szczelnymi murami, bądź innymi zaporami tworząc tym samym getta. Możliwość rozwoju gospodarczego dla mieszkańców tych gett jest bardzo ograniczona, na dodatek wysoki przyrost naturalny sprawia, iż miasta palestyńskie są mocno przeludnione. Brak perspektyw sprzyja terroryzmowi.

Nie tylko Palestyńczykom dzieje się krzywda. W Izraelu obowiązującą religią jest judaizm. Obywatel Izraela decydujący się przejść na chrześcijaństwo musi zmierzyć się z ostracyzmem społecznym, oraz niemożnością sprawowania funkcji w aparacie państwowym Izraela. Czy tak wygląda tolerancja i demokracja? Państwo Izrael podobno jest państwem demokratycznym. Niestety widać nie stosuje się jednak do „standardów demokratycznych” i poszanowania praw człowieka. Poza niektórymi raportami organizacji międzynarodowych, słabo znanych przeciętnemu człowiekowi, współczesny Izrael przedstawia się w mediach pozytywnie, niemal jak przyczółek cywilizacji zachodniej i demokracji na Bliskim Wschodzie. Syjonizm zaś, ideologię nie tylko nacjonalistyczną, lecz nawet szowinistyczną, określa się jako „tęsknotę Żydów” za Syjonem i Jeruzalem. Uszczypliwie muszę zauważyć, iż od zburzenia Świątyni Jerozolimskiej w I w.n.e., trudno było tam znaleźć zwarte skupiska ludności żydowskiej, zaś przez ponad 1000 lat ziemie te zamieszkiwane były głównie przez ludność arabską. Mimo to, nic nie stoi na przeszkodzie wielu środowiskom medialnym ażeby przedstawiać syjonizm w sensie  pozytywnym. Mimo, że zaowocował utratą życia przez wielu Palestyńczyków, zmuszonych ustąpić przed osadnikami żydowskimi. I według wielu, to wcale nie jest szowinizm.

Michał Kowalczyk

Reklamy

Nigdy więcej „Nigdy Więcej”

Luty 4, 2010

Na ostatni mecz Widzewa z Legią piłkarze wyszli w koszulkach z logo akcji „Wykopmy rasizm ze stadionów”. Zrobili to z inicjatywy „antyfaszystowskiego” stowarzyszenia „Nigdy Więcej”. Ciągłe próby ingerencji tejże małej, lewackiej organizacji w polską piłkę przyjmuję z zaniepokojeniem, a już fakt, że lewackim wirusem dotknięta została moja drużyna powoduje u mnie irytację. Po pierwsze dlatego, że działania stowarzyszenia „Nigdy Więcej” mogą liczyć na aprobatę i współpracę PZPN-u oraz ludzi wiele znaczących w naszym futbolu.

Przyciąga też ono liczne autorytety, zapewne niedoinformowane co oprócz „antyfaszyzmu” proponuje. Po drugie dlatego, że jego działaniami trudno polemizować. W przypadku sprzeciwu wobec nich, można się bowiem narazić na ukryte pod płaszczykiem pytań zarzuty w stylu: „A ty jesteś rasistą? Może po prostu bronisz swoich łysych kolegów z trybun?”. Stowarzyszeniu „Nigdy Więcej” bardzo zależy na stworzeniu wrażenia, że kto nie popiera lub przynajmniej nie patrzy biernie na jego działania, ten jest zwolennikiem rasizmu. Wsłuchując się w głosy Rafała Pankowskiego, czy Marcina Kornaka można dojść do wniosku, że połowa polskiego społeczeństwa to miłośnicy Leszka Bubla. Wszelkie racjonalne wytłumaczenia, że nie jestem rasistą ani też antyrasistą, bo sam problem uważam za niewarty wielkiego zaangażowania i dosyć niszowy, zanikną w gąszczu antyrasistowskiej propagandy, szukającej z lupą lub pieczołowicie pracującej nad wymyślaniem budzących grozę występków wszędobylskich rasistów. Po trzecie dlatego, że sama organizacja „Nigdy Więcej” jest tworem dosyć śmiesznym, a może i strasznym. Jej redaktorzy zaczynali swoje zawrotne antyrasistowskie kariery w komunistycznych pisemkach typu „Lewą Nogą”, czy „Trybuna Robotnicza”.

W tym wszystkim występują niezliczone wręcz paradoksy. Ot, np. „antyfaszystowska” organizacja stara się wprowadzić swoisty terror ideologiczny, dyktując, jakie symbole powinny być zakazane na polskich stadionach, kto za swoje poglądy powinien iść do więzienia, kto za zdanie inne od zdania redaktorów „NW” musi być ścigany przez prokuraturę, jakie pisma powinny dostać dofinansowanie z Ministerstwa, a których wspieranie jest „propagowaniem faszyzmu”, a także który historyk wyciąga słuszne i nie podlegające pod paragraf wnioski. Autentycznie. Wiem, bo wydałem 7 złotych na nowy numer pisma o nazwie takiej samej, co organizacja. „Nigdy Więcej” krytykuje nie tylko np. pobicia na tle rasistowskim. Głównym przedmiotem krytyki są właśnie poglądy. Choćby pewne poglądy wynikały nawet z najbardziej racjonalnej i logicznej argumentacji, to narażają one tych, którzy je głoszą na przeróżne, bardzo poważne oskarżenia, skupiające się zwykle wokół zarzutów kolaboracji ze zbrodniczą ideologią. Czyż nie inaczej robili faszyści? Przecież oni nie posyłali ludzi do obozów za zbrojne występki, czy przestępstwa. Oni robili tak, bo ktoś miał zdanie inne od nich. Po prostu. Podobnie redaktorzy „Nigdy Więcej”. Oni uznali, że ich poglądy są lepsze, a zapatrywania zupełnie inne czynią z człowieka „faszystę”, „rasistę” lub – w wersji light – „neofaszystę” (nb. wg. postanowień III Międzynarodówki „faszystą” należało nazywać każdego, kto nie zgadzał się z doktryną komunistyczną; czyżby „NW” stosowało podobną logikę?; kto wg. „antyfaszystów” jest faszystą jakiś czas temu na tym blogu pisałem, więc nie będę rozwijał tego wątku). Z nowego numeru „Nigdy Więcej” mogłem się dowiedzieć, że konserwatywny magazyn „Templum Novum” wspiera faszyzm i dofinansowywanie go z pieniędzy Ministerstwa Kultury jest skandaliczne, a także, że jeden z lepszych znawców III Rzeszy – David Irving jest pseudo-historykiem. Słowem – faszyzm przychodzi pod postacią antyfaszyzmu. Antyfaszyzmu straszącego uproszczeniem, schematycznością myślenia topornością i prymitywizmem.

Paradoksów jest więcej. Choćby taki, że notorycznie narzekające na nieudolność organów ścigania w walce z faszyzmem i traktujące, jako „następny przykład uciszania przez skrajną prawicę krytycznych wobec niej wypowiedzi” wniesienie pozwu przeciwko Robertowi Biedroniowi za wypowiedź o „faszystowsko-nacjonalistyczno-katolickiej nagonce” „NW” zgłasza wiele przypadków ‘występków rasistowskich’ na policję. Co więcej, w sądzie przegrywa z antagonistami. Niedawno czytałem, że kiedyś, po opartym o wiadomości dostarczone przez redaktorów „Nigdy Więcej” artykule „Wprost” (pokazuje to niepokojące zjawisko, że redaktorów „NW” nie cytują tylko pokrewni ideowo publicyści np. „Trybuny”, ale także odmienne ideowo pisma; uchodzą więc oni za ‘obiektywnych fachowców’), w którym wypisano niestworzone rzeczy na temat Narodowego Odrodzenia Polski (nie tłumaczę, że od tego ugrupowania jestem bardzo daleko, bo właśnie na takie tłumaczenie się liczą redaktorzy „NW”; w każdym razie napisano, że NOP uczy swoich członków podkładania bomb, puszcza na obozach szkoleniowych filmy ze scenami zabijania Murzynów etc.), organizacja ta złożyła doniesienie do prokuratury na… samą siebie. Jako źródło zawartych w doniesieniu oskarżeń w procesie zeznania składał redaktor „NW”. Nie potrafił on w ŻADEN sposób udowodnić wiarygodności swoich informacji. To interesujące, bowiem donosy na działania NOP-u zajmują lwią część magazynu.

Idziemy dalej. Otóż, „NW” często naśmiewa się z – oględnie pisząc – poziomu intelektualnego swoich adwersarzy. Jednocześnie, na łamach magazynu nie opublikowano nigdy żadnej poważnej polemiki z zawartymi w nim treściami, mimo że takich polemik co najmniej kilka powstało. Jedyni przeciwnicy polityczni, którym udostępniono tam miejsca to mający problemy z poprawną polszczyzną i wyrażający niechęć za pomocą słowa „k…a” internauci. Czy wyszydzającym (m.in. w satyrycznych rysunkach z hasłami na poziomie typu „Adolfik chce banana?”) głupotę „faszystów” redaktorom zabrakło argumentów, by podyskutować nie tylko z tekstami w stylu „Żydzi do gazu”?

Póki „Nigdy Więcej” pozostaje jedynie niszową organizacją, której członkowie obok działaczy Antyklerykalnej Partii Postępu „RACJA”, „Czerwonego Kolektywu-Lewicowej Alternatywy”, „Zielonych 2004”, Komunistycznej Partii Polski, czy Polskiej Partii Pracy z okrzykiem „Faszyści, burżuje, wasz koniec się szykuje” na ustach biorą udział w różnych marszach, na których policjantów jest niewiele mniej od uczestników, a które stanowią gratkę dla reporterów „pyty.pl”, będąc „przypadkiem bardziej psychiatrycznym, niż politycznym” – to wszystko ok. Jednak kiedy ich porad zaczynają słuchać ludzie, chcący uchodzić za poważnych, a na pewno coś znaczący – wtedy pojawia się problem. Ot, np. na zatwierdzonej przez PZPN „liście symboli zakazanych”, określającej, jakich symboli nie mogą wywieszać kibice na piłkarskich stadionach znalazł się m.in. szczerbiec, miecz koronacyjny królów polskich, a także symbol polskich narodowców. Ktoś słusznie zauważył, że przed wojną jego miniaturkę nosił choćby Janek Bytnar, bohater polskiego podziemia, którego losy zostały opisane przez Aleksandra Kamińskiego w „Kamieniach na szaniec”, a także – członek ONR-u. Czy on też nie zostałby wpuszczony na stadion w dzisiejszych czasach? Oczywiście, nie chcę się bawić w tłumaczenie, że np. znajdująca się na omawianej liście swastyka to symbol wirującego słońca. Byłoby to niedorzeczne, podobnie jak wyjaśnienia, że w podnoszeniu prawej ręki do góry chodzi o zamawianie pięciu piw. Ale na wspomnianej liście znalazła się też choćby konfederatka, pochodzący jeszcze z czasów wojny secesyjnej symbol Południa. Symbolizowała ona walkę o decentralizację, przeciwstawianie się wszechobecnej władzy rządu centralnego, a także wartości tradycyjne, przeciwstawione modernizmowi. Jaki w tym przejaw faszyzmu, zbrodniczej ideologii, czy czegoś podobnego? Tylko redaktorzy „NW” raczą to wiedzieć. Jeśli są jakieś granice absurdu, to oni je przekroczyli.

Przez wzgląd na powyższe, ich działania stały się obiektem kpin polskich kibiców. Z okazji 88 rocznicy powstania PZPN-u wywiesili oni serię transparentów z wyeksponowanymi dwoma ósemkami – m.in.: „100 lat z okazji 88 urodzin życzy Armia BIAŁEJ Gwiazdy. Chłopaki… trzymajcie się!” (kibice Wisły Kraków), „100 lat z okazji 88 urodzin życzą Kibice Korony Kielce”. Wycelowali w dziesiątkę. Nie ma lepszej reakcji na działania „NW” niż obrócenie ich w żart (choć pewnie za ten żart kibice wspomnianych trzech klubów znajdą się na kolejnej „Brunatnej Liście”, jako autorzy ‘występków rasistowskich’). Na miano żartu zasługuje też reakcja oddelegowanego na mecz Wisły obserwatora PZPN. Stwierdził on, że „widział transparent, zna te symbole, ale wie że PZPN rzeczywiście powstał w Krakowie 88 lat temu”, zaś na pytanie dziennikarza, czy nie wydało mu się trochę dziwne, że kibice Wisły, eksponując transparent śpiewali: „J…ć, j…ć PZPN”, odpowiedział rezolutnie: „Śpiewali też ‘100 lat!’”.

Poważniej rzecz ujmując, to zastanówmy się, co by było, gdyby „NW” nie stworzyło żadnej „listy symboli zakazanych”. Otóż, pewnie nikt nie dowiedziałby się, co tak ‘naprawdę’ zaszyfrowane jest w cyfrach 88 (nb. niedawno słyszałem, że w jakimś kraju policja, pod pozorem walki z propagowaniem faszyzmu, przeprowadziła kontrolę sklepu sprzedającego gadżety z napisem „Eighty eight”; sprzedawcy tłumaczyli, że żadnego faszyzmu nie propagują, zaś pod dwiema ósemkami kryje się wyraz ‘hip-hop’ ;-)). Nie byłoby cenzury, więc nie byłoby reakcji na nią – na stadionach nie wystąpiłyby gigantyczne ósemki, nikt więc by się nie zastanawiał, co one znaczą. Cenzura się pojawiła, w efekcie czego redaktorzy „NW” osiągnęli efekty kompletnie odmienne od zamierzonych, powodując rozpropagowanie w społeczeństwie pozdrowienia „Heil Hitler” w wersji zaszyfrowanej… A może ten efekt był zamierzony? Może żyjący z ‘pracy’ „faszystów” redaktorzy „Nigdy Więcej” stwarzają kolejne szanse pojawiania się „znaków faszystowskich”, bo inaczej nie mieliby z czym walczyć i – w efekcie – z czego się utrzymać?

Na powyższą tezę znajdziemy pozytywną odpowiedź w kilku numerach „NW”. Przykładowo, jako „występki rasistowskie” traktuje się wszystkie niezgodne z prawem zachowania ludzi podejrzanych o kolaborację z faszyzmem (np. jeśli poseł oskarżony o antysemityzm fałszuje podpisy, to również mamy do czynienia z ‘występkiem rasistowskim’). Ponadto, większość stadionowych bójek podchodzi pod ‘występki rasistowskie’. Już widzę, oczyma wyobraźni, ganiających między bijącymi się kibicami redaktorów „NW”, którzy pytają, czy któryś z uczestników bójki brał udział w jakimś spotkaniu ONR-u ;). Jako autorytety moralne i niekwestionowani specjaliści, redaktorzy „NW” wypowiadali się też np. gdy pewien czarnoskóry piłkarz został obrzucony obelgami, wcale nie dotyczącymi jego koloru skóry, ponieważ uprzednio złośliwie sfaulował rywala.

Oskarżanie kibiców o grzechy faszyzmu, czy rasizmu jest – już całkiem poważnie – zupełnie nie na miejscu. Która grupa młodzieży jest tak przywiązana do rodzinnego miasta, jak kibice Legii Warszawa? Kto zapala znicze w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego? Kto robi na meczu oprawę z symbolem Polski Walczącej i hasłem „To jest dla tych, co noszą blizny, co przelali krew w imię dobra Ojczyzny”? Kto na meczu z ukraińską drużyną, której kibice miłują „dawny system” wywiesza transparenty z przekreślonym sierpem i młotem oraz czerwoną gwiazdą? Kto w rocznicę sowieckiej napaści na Polskę wywiesza wielki transparent upamiętniający ten fakt? Kto ma tak piękne płótno, sławiące stolicę, jak „Warszawiacy” (znajduje się na nim fragment pieśni powstańczej: „Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój, za każdy kamień Twój, Stolico, damy krew”? Idziemy dalej. Kto tak pięknie wspomina bohaterów robotniczych protestów przeciwko władzy komunistycznej z 1956 roku, jak kibice Lecha? To oni poświęcili im wielką oprawę z przewodnim hasłem „Oddali swe życie ludzie wielcy, a prości, dla ciebie i dla mnie, w imię wolności”. Idziemy dalej. Kto tak ładnie upamiętnił marszałka Józefa Piłsudskiego, jak kibice Jagiellonii? To On widniał na przygotowanej przez nich „kartoniadzie”. Idziemy dalej. Która grupa młodzieży poświęciła tyle czasu walce z systemem komunistycznym, co kibice Lechii? Np. w 1985 roku, z inicjatywy obecnego posła Jacka Kurskiego, wywiesili oni olbrzymi transparent, nawołujący do bojkotu wyborów. Obecnie na gdańskim stadionie wisi m.in. flaga z opozycyjnym hasłem „Precz z komuną”. Powstała też książka „Biało-Zielona ‘Solidarność’”, traktująca właśnie o walce Lechistów z komunizmem. Idziemy dalej. Kto uszył tak ładną flagę o treści patriotycznej, jak kibice Wisły? Na ich wielki płótnie widnieje napis z fragmentem Roty: „Nie damy miana Polski zgnieść, nie pójdziem żywo w trumnę, w Ojczyzny imię i w Jej cześć podnosim czoło dumne”. Idziemy dalej. Który większy klub nie ma kibiców, posiadających flagę w barwach narodowych? Nie znam takiego. Przykłady można by mnożyć. Napisał kiedyś Janusz Korwin-Mikke: „Któż ze zwykłych ludzi pomyślałby, że to właśnie ci stadionowi chuligani i bandyci w szalikach jako pierwsi poszliby walczyć za Ojczyznę, gdyby taka przyszła potrzeba? To właśnie ludzie cechujący się tak wielkim patriotyzmem broniliby kraju, gdyby urodzili się w czasach Powstania Warszawskiego lub wojny światowej”. Poza tym, że wśród kibiców trudno znaleźć pospolitych bandytów, miał 100% racji.

Powyższe przykłady napawają optymizmem. Pokazują, że redaktorzy „NW” na stadionach mogą szukać sojuszników jedynie wśród członków grupy „Czerwone Zagłębie”, fanów Ruchu Chorzów, zagłuszających hymn Polski, czy też nielicznych kibiców Polonii, bazgrających sierpy i młoty po murach. Związek z systemem faszystowskim i zainteresowanie nim wśród kibiców piłkarskich najlepiej obrazuje reakcja mojego znajomego – kibica Lechii, który na pytanie, czy zna „Śledzia [znany kibic Lechii], który rozwieszał flagę z Hessem [współpracownik Adolfa Hitlera]”, odpowiedział: „Śledzia kojarzę, ale tego Hessa to nie znam” ;). Przez wzgląd na powyższe, to nie rasizm trzeba wykopywać ze stadionów (a na pewno – nie przede wszystkim), a tych, którzy go wymyślają, wyolbrzymiają, a następnie – pozorują walkę z nim.

PS – W powyższym tekście nie starałem się forsować tezy, że na stadionach w ogóle nie ma neo-faszystów. Owszem, są. Jak się szuka ze świecą, to zawsze znajdzie się przykład negujący ogólny stan rzeczy. W Izraelu też ostatnio rozpracowano grupkę miłośników wąsatego Adolfa (co ciekawe, w przepisach miejscowego prawa w ogóle nie było paragrafu, pod który mogłoby podlegać propagowanie faszyzmu; nikt o zdrowych zmysłach nie wyobrażał sobie bowiem, by w żydowskim państwie mogło do tego dojść). I co z tego?
Jacek Tomczak

O kulcie młodości

Styczeń 28, 2010

Frazesy streszczające się w zdaniu: „ach, ta dzisiejsza młodzież” wypowiadano zapewne zawsze i zawsze część ludzi starszych, dojrzalszych narzekała na młodszych i mniej dojrzałych. Tyle, że o ile kiedyś taka formułka wydawała się pewnym rytuałem, nie kryła się za nią głębsza treść, stanowiła coś w rodzaju narzekania, że w zimie jest zimno, to teraz zdaje się bardziej uzasadniona. Dywagując o upadku obyczajów dzisiejszej młodzieży trzeba – oczywista oczywistość – widzieć tło, szerszy kontekst.

Moim zdaniem upadek bierze się paradoksalnie z nachalnego kultu młodości, który widzimy w mass-mediach i ekspozyturach popkultury, gdzie mamy do czynienia z ludźmi znanymi głównie z tego, że są znani. Naciągnięte do absurdu hasło „chwytaj dzień” prowadzi do odcięcia się od przeszłości, wyjałowienia z jakichkolwiek wyższych wartości. Promowanie namiętności zamiast zdrowego rozsądku, zaspokajania popędów zamiast uduchowienia, „bycia sobą” zamiast „bycia kimś” (nawiasem – o owe promowanie „bycia sobą” już przedwojenna polska inteligencja miała pretensje do Gombrowicza) jest swoistym apelem do zwierzęcych instynktów człowieka.

Siłą rzeczy młody, rozwijający się człowiek stanowi pustą kartę, którą ktoś musi zapisać. Istnieje dużo większa szansa, że kimś takim będzie Kuba Wojewódzki niż ktoś uznający inny, złożony z wyższych wartości kodeks zasad. Po prostu treści z tym podobnych programów, artykuły z gazet typu „Bravo”, pełne opowieści „zwariowanych nastolatek” o swoim pierwszym razie łatwiej się przyswaja. A to że treści takie, przez możliwość ich błyskawicznego rozprzestrzeniania są w dobie telewizji i Internetu, szczególnie oddziałują na młodzież jest banałem. Należało by jeszcze wspomnieć o prostym mechanizmie promowania w mediach określonych postaw. Parkinson napisał kiedyś, radząc jak zabłysnąć w towarzystwie, że opowiadając o grze na automatach nie należy kłaść nacisku na to, czy się przegrało czy wygrało, ważne jest natomiast czy wspomina się o sumach małych czy dużych. Trochę tak jest z nachalnym pokazywaniem filmików z uczniami nakładającymi nauczycielowi kosz na głowę w roli głównej. Oczywiście, towarzyszy temu medialne oburzenie, jednak tak się dziwnie składa, że mimo tego powszechnego potępienia przez dyżurne autorytety liczba takich przypadków nie spada.

Kult młodości zakłada życie szybkie, niekoniecznie brane na serio, wyznacznikiem oryginalności dla jego propagatorów jest bezmyślne gonienie za stadem, dopasowanie do schematu. Sprawia, że ludzie nie potrafią dorosnąć, są zdziecinniali, toteż nie wyrabiają w sobie odpowiedzialności.

Kult młodości jest kompatybilny za tendencją odwrotną, tzn. gdy dorośli nie chcą dorosnąć, młodzież chce dorosnąć coraz szybciej. Stąd bardzo wczesne sięganie po używki i korzystanie z dobrodziejstw życia typowo dorosłego. Tu też dopatrywałbym się owego upadku obyczajów.

Upadek obyczajów części młodzieży działa trochę za zasadzie zamkniętego koła. Istnieje zjawisko, polegające na tworzeniu się wielkich stad młodzieży o zbliżonym i niskim poziomie intelektualnym. W takich środowiskach nie ma nikogo, kto mógłby dać impuls, by podchodzić do rzeczywistości w poważniejszy sposób, nie poddawać się upadkowi obyczajów. Co więcej, środowiska takie wewnętrznie utwierdzają się, że dla przyjętego przez nich modelu ‚cool trendy i na czasie’ nie ma alternatywy.

Jacek Tomczak