O zakazach palenia

Trzy lata temu, gdy byłem w Holandii, moją uwagę zwrócił fakt wszechobecności marihuany połączony z silną propagandą antynikotynową. Potwierdza to obawę Vaclava Klausa, który – przedstawiając wizję państwa, do której stoi w opozycji – wspomniał, że w państwie takim „palenie będzie zabronione, a narkotyki będą tolerowane”.
Przechodząc przez część Amsterdamu można doznać niewielkich zawrotów głowy, gdyż wszędzie unosi się charakterystyczna woń marihuany; siadając w większości z tamtejszych knajp obok rozmaitych przystawek i dań głównych można dostrzec w karcie różne rodzaje tego narkotyku. Jednocześnie na paczkach papierosów widnieją zdjęcia palacza podczas operacji, z uwypuklonymi szczegółami.
Również w Anglii całkowity zakaz palenia tytoniu w lokalach koresponduje z dość dużą ilością starszych panów, którzy palą „blanty” w centrum miasta.
Wydaje się, że taka a nie inna polityka władz państwowych może wynikać z chęci inżynieryjnego konstruowania nowej rzeczywistości, w której papierosy, które legalne były „od zawsze” zostaną zastąpione przez narkotyki, niosące ze sobą elementy nowatorskie i przez to bardziej oddziaływujące na zmianę istniejącej kultury.
Choć nasilenie walki z paleniem tytoniu nastąpiło niedawno sam pomysł nie jest nowy. Niezwykle zasłużony dla walki z tytoniem był Adolf Hitler. W nazistowskich Niemczech masowo organizowano wykłady o szkodliwości palenia, rozklejano antynikotynowe plakaty, horrendalnie podwyższono opodatkowanie papierosów, zakazano palenia w wielkiej liczbie miejsc, a także znacznie ograniczono możliwość reklamowania wyrobów tytoniowych.
Przypomnienie niechlubnych korzeni walki z tytoniem nie wiąże się jedynie z wywołaniem prostego skojarzenia „zakaz palenia = Hitler”. Kampanie antynikotynowe w III Rzeszy nie były bowiem jedynie przypadkowym zbiegiem okoliczności, a wynikały z samej istoty państwa dbającego o czystość rasy, jej żywotność i zdrowie. Co jeszcze bardziej znaczące, wpisywały się w socjalistyczną logikę, która wynosi na ołtarze przekonanie, że to państwo wie lepiej od obywatela, co jest dla niego dobre. Tak jakby w strukturach państwa zasiadali jacyś „nadludzie”, a nie sami obywatele (trafnie dostrzegł to np. James Buchanan, podważając silnie zakotwiczone w umysłach ludzi przeświadczenie, że państwo dba o „interes publiczny”, a oni sami jedynie o swój egoistyczny i partykularny).

Tomasz Gabiś, rekapitulując poglądy Dave’a Hitta pisze: „Smoker is the nigger of this world, z pewnym patosem stwierdza Hitt. Rasista mówił kiedyś: „śmierdzisz czarnuchu”, antytytoniowiec mówi dzisiaj: „śmierdzisz palaczu”; do restauracji czarnuchom wstęp wzbroniony, do restauracji palaczom wstęp wzbroniony, czarnuchu przejdź na tył autobusu, palaczu nie wejdziesz do tego autobusu, czarnuchy są niebezpieczne, palacze są niebezpieczni, czarnuchów sobie nie życzymy, palaczy sobie nie życzymy, czarnuch jest głupi, palacz jest głupi – dokładnie ten sam mechanizm, taka sama, przymusowa, wprowadzona siłą państwa segregacja – był rasizm, jest „smokeryzm”. Żyjemy w kraju tyrańskich nianiek, diagnozuje Hitt, dzisiaj zajmują się palaczami, jutro zajmą się kimś innym. Nie pytaj, na kogo kiwają palcem niańki, one kiwają na ciebie. Możesz jeszcze poprosić o azyl na Kubie: tam pod dyktatorskimi rządami Fidela Castro wolno palić wszędzie, w każdym miejscu, o każdej porze dnia i nocy. Zapewne do czasu zwycięstwa demokracji“.
Zmiana funkcji kampanii antynikotynowych polega na tym, że kiedyś służyły one państwu sięgającemu do metod brutalnych i totalitarnemu w klasycznym znaczeniu tego słowa, teraz zaś są wynikiem „miękkiego despotyzmu” (jak pisał Tocqueville), przejawem owego „nowego wspaniałego świata”, który opisał Huxley. Przesłanie głoszące, że to państwo „wie lepiej” nie odeszło w przeszłość, inne są jedynie metody egzekwowania przepisów przez nie stanowionych.
Nie zmieniło się natomiast chociażby podejście do własności prywatnej, z której – choć deklaratywnie istnieje system wolnorynkowy – korzystanie jest znacznie ograniczane. Rzekomi stronnicy wolnego rynku, zazwyczaj kierowani „zdrowym rozsądkiem”, „racjonalnym podejściem” (i, przy tym, zupełnym brakiem logiki) agresywnie szermują za całkowitym zakazem palenia w prywatnych lokalach. Tak jakby ktokolwiek był zmuszany do takiego prywatnego lokalu wchodzić.
Spór dotyczący zakazu palenia wpisuje się w istniejący od bardzo dawna dylemat, zawierający się w pytaniu: czy człowiek jest nieodpowiedzialny, więc nie można mu dać wolności wyboru czy też jest nieodpowiedzialny właśnie dlatego, że tej wolności wyboru nie doświadczył?
Apologeci państwa „tyrańskich nianiek” odpowiedzą, że to pierwsze, ich adwersarze po pierwsze uznają, że człowiek tylko wtedy może stać się odpowiedzialny, gdy ma szansę popełnić błąd, zaś po drugie – dlaczego, w imię jakiej zasady mamy jednostce zabraniać szkodzenia sobie? Kto nam dał prawo arbitralnego ustanawiania, jakie szkody może sobie wyrządzić inny człowiek? Czy kolejnym krokiem będzie zakaz wychodzenia na ulice, gdyż wiąże się to z możliwością zatrucia oparami spalinowymi?

Granicą wolności jednostki przestała być wolność innej jednostki oraz istniejące od wieków prawa. Granica została na nowo wyznaczona przez współczesnych konstruktywistów i ideologów.
Omawiana kampania wpisuje się nie tylko w ideologię „państwa nianiek” (czy też, powszechniejsza terminologia, państwa opiekuńczego), ale też w logikę państwa, które Rafał Ziemkiewicz trafnie nazwał spuchniętym. Jest to państwo, które konsekwentnie ogranicza swobody obywatelskie jednostki, a jednocześnie nie potrafi radzić sobie z autentycznymi, toczącymi je kłopotami (np. korupcja). Innymi słowy, ułatwia sobie zadanie biorąc się za problemy, których rozwiązanie jest wielokroć prostsze.
Oprócz ideologicznej funkcji walki z paleniem tytoniu istnieje też wymiar pragmatyczny. Ot, np. zwolennicy zakazów argumentują, iż nie chcą płacić za leczenie chorych palaczy. Argument ten jest zarazem znamienny i nieprawdziwy. Znamienny, bo – jak mawiał Stefan Kisielewski – „socjalizm to ustrój, który znakomicie walczy z problemami nieznanymi w żadnym innym ustroju”; bo ewentualna konieczność tego płacenia wynika z czegoś, co w innych sytuacjach sami zainteresowani afirmują – państwowego systemu opieki zdrowotnej. Nieprawdziwy, bo – jak wylicza Filip Palda, profesor ekonomii z Montrealu – np. w Kanadzie palacze płacą w akcyzach 10 do 20 razy więcej niż kosztuje ich leczenie.
Czy palenie tytoniu niedługo stanie się wyrazem oporu przeciwko zaborczemu i omnipotentnemu „państwu nianiek”?
Jacek Tomczak

Advertisements
Explore posts in the same categories: Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: