Archiwum dla Marzec 2010

Nowy „Glaukopis” – Nr. 17-18 już do kupienia!

Marzec 23, 2010

Słowem wstępu… Minęła, kolejna, druga już, dekada post-komunizmu. Cieszymy się z niepodległości, ale w zasadzie większość z nas nie zagłębia się w jej charakter – tak było zaraz po 1989 r., po tzw. upadku komuny i tak jest obecnie, po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Post-komunizm czy niepodległość? A może to i to? Glaukopis, który ma już siedem lat, zagłębia się w takie sprawy od samego początku. Przez ten czas nasze pismo nie tylko ukazywało przeszłość i starało się to czynić w naukowej formie, bez politycznego makijażu i związanych z tym niezdrowych emocji – ale przede wszystkim postawiliśmy na prymat wartości absolutnych w sensie filozoficznym i na empirykę – w sensie metodologicznym. Są to prawdziwe podstawy zachodniej nauki, lub przynajmniej były nimi do niedawna. Niestety w obecnej chwili są one nieustannie podważane przez zwolenników moralnego relatywizmu i postmodernizmu, czyli współczesnego wydania starej gnostyckiej herezji. Nie jest przesadą stwierdzenie, że ludzie ci postawili sobie za cel zniszczenie intelektualnej tradycji naszej cywilizacji. W nadchodzącej dekadzie walka ta zapewne jeszcze się zaostrzy, nie można też wykluczyć, że ci współcześni heretycy wymyślą nowe, „rewolucyjne dogmaty” dla swojej pseudo-religii. My, w każdym razie, będziemy jak dotychczas trzymać się tego, co stare i wypróbowane. Będziemy nadal dekonstruować dekonstruktorów i obnażać miałkość stereotypów, na których lubią oni budować swe koncepty. Od początku naszym mottem było, że najpierw wypada zbadać jakieś zjawisko, a potem dopiero formułować na jego temat opinię. Uważamy bowiem, że jakakolwiek teza – bez względu na jej popularność czy nowatorstwo – nie staje się prawdą tylko dlatego, że została bezkrytycznie powtórzona setki razy. Dlatego też badamy, sprawdzamy i weryfikujemy. Nie poddajemy się również modom pop-kultury. Przez pierwszy okres naszego istnienia hołdowaliśmy takim zasadom i będziemy to robić nadal. Byliśmy jednymi z pierwszych w bloku post-sowieckim, którzy skoncentrowali się na tzw. kontrowersyjnych tematach historii najnowszej i ukazywali je poza obowiązującym dyskursem politycznej poprawności. Poruszaliśmy różnorodne tematy, poczynając od genezy ruchu komunistycznego, poprzez nacjonalizm – zarówno w wydaniu umiarkowanym, jak i radykalnym – zbrodnie niemieckie i sowieckie, walkę i kolaborację z okupantami, po nieznane szerzej epizody z szarych lat PRL. Nie unikaliśmy tematów z historii powszechnej, historii sztuki, literatury czy politologii. Staraliśmy się przywracać pamięć o zjawiskach, jednostkach i organizacjach zapomnianych, czy takich, których dzieje zniekształcono w propagandzie PRL: poczynając od szeroko dziś już spopularyzowanej działalności Narodowych Sił Zbrojnych po przedwojenny ruch korporacyjny. Z satysfakcją zauważamy, że zwolennicy liberalizmu i moralnego relatywizmu w dziedzinie historii, panoszący się do niedawna bezkarnie, zaczęli nie tylko zwracać uwagę na to co piszemy i jakimi zasadami się kierujemy, a przynajmniej niektórzy z nich zaczęli się nawet pilnować. Tam, gdzie jeszcze dekadę temu panowała niezachwiana pewność siebie, teraz zwraca się więcej uwagi na badania, publicystyczna buńczuczność jest tonowana i widoczna staje się też wstrzemięźliwość w ocenach. Wymusił to na liberalnych ex-monopolistach dyskursu historycznego między innymi Glaukopis. My, ze swej strony, zapewniamy, że będziemy ich dalej pilnować. Żegnamy zatem starą dekadę i pewnie wkraczamy w nową. Przy okazji postanowiliśmy zmienić dotychczasową szatę graficzną – nie boimy się bowiem eksperymentów estetycznych, tak długo jak stanowią one kontynuację tradycji, a nie są jej zaprzeczeniem. W bieżącym numerze, w dziale „Archeologia Pamięci” polecamy Państwa uwadze zbiór listów pierwszego posła Stanów Zjednoczonych Ameryki w Warszawie, Hugh Gibsona. To kapitalne i dotąd niemal zupełnie nieznane źródło do badania pierwszych lat niepodległej Polski. W Glaukopisie prezentujemy obecnie jedynie ułamek spuścizny epistolarnej Gibsona – reszta nadal czeka na opracowanie przez historyków i publikację ukazanie miłośnikom historii. Dział „Artykuły” rozpoczynamy dużym tekstem prof. Marka Chodakiewicza o najnowszych postmodernistycznych teoriach, które przeinaczają historię europejskiego średniowieczna. Kolejny tekst to analiza porównawcza koncepcji gospodarczych ONR-„ABC” i „Falangi”, którym kończymy trwający od kilku numerów cykl artykułów o programie politycznym przedwojennych polskich narodowych radykałów. Dalej, prezentujemy dwa artykuły dotyczące dziejów polskiej wojennej i powojennej emigracji: o meandrach awansów politycznych w Rządzie RP na Wychodźstwie na przykładzie konfliktu personalnego między dwoma działaczami, oraz obszerne omówienie linii politycznej jednego z kontrowersyjnych czasopism emigracyjnych – miesięcznika Horyzonty z lat 1956–1970. Dla miłośników teatru prezentujemy dwa interesujące artykuły prof. Kazimierza Brauna – o Romanie Brandstaetterze – oraz i jego zawierającą fragmenty wspomnień polemikę dotyczącą powstania w Lublinie „Teatru w budowie” w czasach PRL. Dla zainteresowanych tym okresem mamy ponadto anglojęzyczną analizę wyborów ’89 w Radomiu oraz dwa artykuły w dziale Varia: o ruchu narodowym w Polsce „ludowej” oraz historię życia jednego z działaczy niepodległościowych z okresu II wojny światowej, który później został wessany i wykorzystany przez system komunistyczny. Odchodząc od wątków polskich przybliżamy również, tak mało znane w kraju, wydarzenia z historii powszechnej, jak antykomunistyczna rebelia Basmaczy w Azji Środkowej w latach 20., powstanie i działalność żydowskich formacji paramilitarno-terrorystycznych – zalążka obecnej armii niepodległego Izraela, czy projekt gen. Francisco Franco stworzenia antykomunistycznego bloku polityczno-wojskowego, którego założenia do złudzenia przypominały późniejszy o kilka lat Sojusz Północnoatlantycki. W dziale „Dokumenty” prezentujemy przykłady rysunków satyrycznych z bolszewickiego pisma Bezbożnik do złudzenia przypominających ilustracje z jego niemieckiego odpowiednika, narodowo-socjalistycznego Der Stürmer, oraz niepublikowany dotąd artykuł Adama Doboszyńskiego o gen. Władysławie Sikorskim. Mamy jeszcze niezwykle udane literacko i w dużym stopniu nadal aktualne bajki polityczne z lat 30. XX w. – to w dziale „Literatura” – a w „Reportażu” sprawozdanie z serbskiego Sandżaku. To tylko część naszych propozycji, które zawiera najnowszy numer Glaukopisu. Całości, jak zwykle, dopełniają recenzje książek i nasz przegląd prasy. Zapraszamy do lektury. Redakcja. Spis artykułów w bieżącym numerze: Od redakcji Archeologia pamięci 1 Polska 1919 oczami amerykańskiego dyplomaty Hugh Gibson Artykuły 1 Postmodernizm w średniowieczu – uwagi na marginesie książki Ildar Garipzanov, Patrick Geary, Przemysław Urbańczyk (red.), Franks, Northmen, and Slavs: Identities and State Formation in Early Medieval Europe (Turnhout: Brepols Publishers, 2008) Marek J. Chodakiewicz 2 Analiza porównawcza myśli gospodarczej i agrarnej Obozu Narodowo-Radykalnego „ABC” i Ruchu Narodowo-Radykalnego „Falanga” Arkadiusz Meller 3 Szapiro kontra Wizbek. Przyczynek do polityki personalnej rządu gen. Władysława Sikorskiego (1939–1943) Krzysztof Kaczmarski 4 „Droga kamienista ale zawsze droga”. Horyzonty wobec sytuacji w PRL w latach 1956–1971 Tomasz Kenar 5 Pod sztandarem Proroka. Ruch basmaczy w sowieckiej Azji Środkowej 1918–1933 przeciwko bolszewikom Jan Wójcik 6 Od samoobrony do terroryzmu. Żydowskie formacje paramilitarne w walce o niepodległość Izraela 1907–1948 Arkadiusz Karbowiak 7 „Dla przyszłego pokoju i pomyślności Europy…”. Koncepcja bloku antysowieckiego w polityce frankistowskiej Hiszpanii pod koniec 1944 r. Bartosz Kaczorowski 8 Teatralne świadectwa Romana Brandstaettera Kazimierz Braun 9 The War From Below: The 1989 June Election in Radom David Morgan Dokumenty 1 Bezbożnik – sowiecki Der Stürmer Piotr Gontarczyk 2 Nieznany artykuł Adama Doboszyńskiego o gen. Władysławie Sikorskim Paweł Tomasik Reportaż 1 Sandżak i Raszka. Mistyczne krainy spod znaku krzyża i Półksiężyca Jerzy F. Kotarba Literatura 1 Bajki polityczne Aleksander Dzierżawski Varia 1 Zamiast apelu poległych. Środowiska narodowe w PRL Marek J. Chodakiewicz 2 Wsiąkanie w PRL. Od wojny polsko-bolszewickiej do wymiaru sprawiedliwości Polski „ludowej” – zagadkowa biografia Henryka Swinarskiego (1906–1975) Tadeusz Wolsza Polemiki 1 Pomnik peerelowskiego absurdu Kazimierz Braun 2 Uwagi krytyczne do artykułu dr. Pawła Kosińskiego „Rozmowa z wrogiem. Ankieta kontrwywiadowcza 308. Oddziału Rozpoznania Frontowego Wehrmachtu dotycząca Powstania Warszawskiego” (Glaukopis, nr 15–16, 2009, s. 322–341) Jan Bańbor Recenzje 1 John Earl Haynes, Harvey Klehr, Alexander Vassiliev, Spises: The Rise and Fall of the KGB in America Peter Stachura 2 Vladimir Jabotinsky, The Jewish War Front Jan Peczkis 3 Golo Mann, Niemieckie dzieje w XIX i XX wieku Hubert Kuberski 4 Antony Beevor, Stalingrad Maciej Zieliński 5 Życie i śmierć dla narodu! Antologia myśli narodowo-radykalnej z lat trzydziestych XX wieku (red.) Arkadiusz Meller, Patryk Tomaszewski Wojciech J. Muszyński, Jolanta Mysiakowska-Muszyńska 6 Nie ma życia bez swobody. 30 lat ruchu młodej Polski (1979–2009), (red.) Kinga Marulewska, Arkadiusz Lewandowski, Arkadiusz Meller Tadeusz Ruzikowski 7 Piotr Litka, Ksiądz Jerzy Popiełuszko. Dni, które wstrząsnęły Polską Jolanta Mysiakowska-Muszyńska 8 Krzysztof Derdowski, Słownik opozycji demokratycznej regionu bydgoskiego1980–1989 Krzysztof Osiński 9 Dariusz Węgrzyn, Aparat bezpieczeństwa wobec środowisk narodowych na Górnym Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim w latach 1945–1956 Jolanta Mysiakowska-Muszyńska Medialny przeciąg Biogramy autorów

Wilk i owca

Marzec 21, 2010

Stefan Kisiel-Kisielewski powiedział kiedyś :”Socjalizm jest to ustrój, w którym bohatersko rozwiązuje się problemy … nie znane w żadnym  innym ustroju ”.   Dowodów na udowodnienie tej tezy można mnożyć bez liku, a ja postanowiłem posłużyć się przykładem postulatów gejowskich .

Jednym z głównych pomysłów nowoczesnej lewicy jest wprowadzenie małżeństw gejowskich (czasem dla niepoznaki zwanych konkubinatami bądź związkami ). Rzecz jasna takie rozwiązanie jest dla prawicy niedopuszczalne, uznanie prawne dwóch przedstawicieli tej  samej płci za małżeństwo to istne zaprzeczenie polskiej (oraz każdej innej) tradycji . Zastanawiam się jednak skąd się w ogóle wziął ten pomysł . Kluczem do rozwiązanie są typowe argumenty gejów . Oto one: „  Chcemy mieć na spółkę mieszkanie, chcemy się razem rozliczać z podatków  , chcemy po sobie dziedziczyć ect.” Wszytko   to sprowadza się do jednej idei , która brzmi : „ jeżeli uznają nas za małżeństwo to łatwiej ominiemy  machnę biurokratyczną .”  I prawda,  gdyż małżeństwa są zwolnione z niektórych obciążeń. Czy jednak trzeba tworzyć jakieś chore homo-małżeństwa by ominąć owe utrudnienia? Czy nie ma naprawdę innej drogi ? Otóż jest , i jest to rozwiązanie najbardziej proste , likwidacja tych wszystkich socjalistycznych przepisów które nie pozwalają ludziom decydować o własnym majątku.  Jeśli  jakiś przedstawiciel lobby gejowskiego powie przy nas np.  o podatku spadkowym, powiedźmy mu, iż to nie jest argument za tworzeniem pseudo- małżeństw lecz za likwidacją tego podatku, a jego roszczenia nie są naturalnymi potrzebami, lecz skutkiem ubocznym choroby zwanej socjalizmem.  Gdyby dwóch żyjących w nieformalnym związku homoseksualistów mogło zarządzać po swojemu własną , wspólną własnością, wówczas wszelkie pomysły o ślubie przestałyby im chodzić po głowie . Wszak ten ślub już nic by im nie dał . Oczywiście zawsze znalazłyby się jakieś oszołomy chcące mieć ślub dla samej zasady , lecz stanowiłyby one margines .Natomiast główny (jeśli nie jedyny) argument lewicy zaniknie .   I w ten oto sposób wolny rynek spowoduje że będzie gejowski wilk syty i konserwatywna owca cała.

Marek Adam Grabowski

Manifestacja przeciwko feministkom

Marzec 5, 2010

Jak co roku ulicami Warszawy przejdzie Manifa Feministek, Aborcjonistek i Aborcjonistów oraz wszelkiego innego dzikiego i zdegenerowanego lewactwa.

Musimy – przynajmniej werbalnie- odeprzeć ten atak.

Spotykamy się pod pomnikiem Państwa Podziemnego i Armii Krajowej pod Sejmem RP, niedziela 07.03.2010 r. godz. 13:00 (na wszelki wypadek lepiej przyjść wcześniej).

Ubierzcie się ciepło i weźcie znajomych (szczególnie przedstawicielki płci pięknej ; -) i polską flagę (jeśli macie).

Do zobaczenia w niedzielę.

Manipulacje Gazety Wyborczej

Marzec 5, 2010

4 marca na swojej okładce „Gazeta Wyborcza” informowała o budzącym „niedowierzanie i szok” (swoją drogą, czy taki emocjonalny ton przystoi nestorom „rzetelnego dziennikarstwa”?) billboardzie anty-aborcyjnym w centrum Poznania, na którym widnieje Adolf Hitler, zdjęcia ofiar aborcji oraz podpis I hasło: „Aborcja dla Polek. Wprowadzona przez Hitlera 9 marca 1943 r.”.

1/ Manipulacje

W krótkim, acz – jak można wnioskować z umieszczenia na pierwszej stronie – dotyczącym zagadnień dla redaktorów z Czerskiej nader istotnych tekście ciekawe są próby narzucenia swojej narracji dyskursowi publicznemu. W jednym akapicie pojawiają się określenia „płód” i „aborcja”. Jest to terminologia stricte biologiczna, tymczasem w ujęciu filozoficznym mowa po prostu o „dziecku” i „zabójstwie”. Ale to szczegół, choć ciekawy, bo pokazuje, że im rzeczywiście „nie jest wszystko jedno”.
Ciekawa w tym tekście jest kolejna próba ponownego nadania znaczeń określonym pojęciom. I tak, przykładowo, źli nie są komuniści, ale ci, którzy chcą ich rozliczyć; chorobą nie jest homoseksualizm, ale „homofobia” (mój komputer, niepodatny na propagandę „światłych i nowoczesnych” permanentnie podkreśla to pojęcie czerwonym zygzakiem; ostatnio na Wirtualnej Polsce pojawił się ciekawy tekst, zarzucający Polakom, że „chorują na homofobię”). Idąc tym samym tropem, autorzy tekstu dają do zrozumienia, że złem nie jest pozbawienia życia własnego dziecka, ale walka z aborcją.

Znamiona manipulacji nosi sam tytuł – „Z Hitlerem przeciw aborcji”. Sugeruje on, iż twórcy kampanii „pro-life” walczą z aborcją powołując się na argumenty Hitlera lub też prezentując go w tonie afirmatywnym. Przypomina to oskarżanie Janusza Korwin-Mikke o „faszyzm”, gdy – protestując przeciwko odgórnej, narzucanej przez Unię Europejską, uniformizacji – zobrazował to podnosząc prawą rękę do góry. Zarówno przeciwnicy aborcji, jak i założyciel UPR chcieli SPRZECIWIĆ się hitlerowskim, stosowanym, w ich mniemaniu, przez zwolenników prawa do aborcji metodom, a nie je powielać. Niechętna do wnikania w meritum lub też świadomie dezorientująca opinię publiczna część mediów poczuła się natomiast w obowiązku poinformować ją o zbrodniczych fascynacjach głównych zainteresowanych. Prawdopodobnie liczy, że zadziała proste skojarzenie: jeśli polityk w ogóle mówi o faszyzmie, nawet w tonie krytycznym, to na pewno ma coś wspólnego z tym faszyzmem. Funkcjonuje to trochę na zasadzie, na której okradany jest uczestnikiem kradzieży, a walczący z korupcją jest człowiekiem „od korupcji”.

2/ Niedopowiedzenia

Oprócz manipulacji w tekście zawarte jest interesujące niedopowiedzenie. Otóż, wspomina się, że organizatorzy omawianej kampanii „próbowali pokazywać zdjęcia zmasakrowanych płodów na organizowanym przez Jurka Owsiaka Przystanku Woodstock”. No właśnie, próbowali. Celu nie osiągnęli, bo zostali w sposób brutalny przegonieni przez miłujących pacyfizm uczestników Przystanku, a ich ekspozycja zniszczona. O tym „Wyborcza” woli milczeć.
Kolejnym niedopowiedzeniem jest próba dezawuowania kampanii, w której przypomina się, że to Adolf Hitler zalegalizował aborcję bez przypomnienia, że dużo „skrajniejszego” argumentu użył papież Jan Paweł II, który zrównał aborcję z Holocaustem mówiąc: „aborcja jest rodzajem Holocaustu, dokonującym się za przyzwoleniem demokratycznie wybranych władz”. „Gazeta Wyborcza” lubi powoływać się Jana Pawła II, jednakże traktuje jego poglądy niezwykle wybiórczo. Uwielbia wspominać stosunek papieża do Unii Europejskiej, ale o podejściu do aborcji milczy.

Tymczasem powyższe porównanie jest prostą konsekwencją uznania „płodu” za żywego człowieka. Jeśli w brzuchu matki jest żywy człowiek (a taki pogląd stanowi logiczny wniosek wyciągnięty z uznającej prymat ducha nad materią filozofii chrześcijańskiej), to zabicie go jest morderstwem, a morderstwo na masową skalę niczym nie różni się od Holocaustu. Jest to racjonalna, prosta do uzasadnienia teza, jednak jej przeciwnicy – wobec braku argumentów – rzucają jedynie frazesy typu: „jak tak można mówić!?”, „z takimi poglądami się nie dyskutuje” itd. Prawdopodobnie rolę odgrywa tu fakt, że widzieli mnóstwo, obecnych w każdej niemal książce do historii, zdjęć dzieci, które zaganiane były do komór, a za publikowanie zdjęć dzieci po aborcji ściga się w Polsce po sądach.

Niestety, takie porównania nie podobają się również np. ks. Adamowi Bonieckiemu, który – jak widać, parafrazując Chestertona – chce Kościoła zmieniającego się wraz ze światem, a nie Kościoła, który zmienia świat. Zresztą, wypowiadanie się w tak fundamentalnej sprawie na łamach medium, które dopuściło się ordynarnych mistyfikacji w sprawie Agaty z Lublina, ogłaszając, że chce ona dokonać aborcji, a w ciążę zaszła w wyniku gwałtu (podczas, gdy nie chciała ona dokonywać aborcji, a żaden gwałt nie miał miejsca), jest wielce dwuznaczne, zwłaszcza, gdy czyni to ksiądz katolicki.

3/ Hipokryzja

„Gazeta Wyborcza” krytykuje odnoszenie się do postaci Hitlera w medialnej kampanii.

Jak to się ma do przypinania przez nią łatek „faszystów” tak dużej liczbie przeciwników politycznych? Przypisanie komuś poglądów zbieżnych z tezami Hitlera jest w porządku, ale już ukazanie wizerunku tego ostatniego – nie? A może tylko organ z Czerskiej ma prawo do wskazywania „faszystów”?
Ponadto, w omawianym tekście przeczytać można wypowiedź dyżurnej specjalistki od spraw kobiet i aborcji – Magdaleny Środy. „Faszyzm, stalinizm, rządy Vichy zakazywały aborcji, często pod karą śmierci. To zatem zakaz aborcji łączy się silnie z totalitaryzmem”. Innymi słowy, Środa żywa dokładnie tego samego porównania, co autorzy krytykowanej kampanii, podmieniając jedynie elementy merytoryczne. Tym samym stawianie zwolenników prawa do aborcji koło Hitlera jest karygodne, lecz już stawianie przeciwników aborcji koło Hitlera – jak najbardziej akceptowalne.

Ponadto, redaktorzy Wyborczej arbitralnie uznają, który totalitaryzm był bardziej zbrodniczy i stawianie Hitlera w negatywnym świetle (acz przy jednoczesnym ukazaniu jego wizerunku) zdaje im się chyba czymś gorszym niż afirmowanie Stalina, którego w swoim czasie dopuszczali się ludzie związani z tym środowiskiem.

4/ Cele lewicy
Zdaje się, że „Gazeta Wyborcza” w coraz szybszym tempie brnie do ślepego zaułka, angażując się w sprawy dotyczące ideologii, artykułowane przez sfanatyzowane i niszowe grupy lewaków. Dowodem na powyższą tezę jest również okładka z 3 marca. W artykule widniejącym na niej bierze się w obronę homoseksualistę, który wygrał w Strasburgu z „nietolerancyjnym” państwem polskim, a jako autorytet w tej sprawie wypowiada się Krystiana Legierskiego, członek kanapowej partyjki Zieloni 2004.

Co więcej, do ślepego zaułka brnie również coraz bardziej fraternizująca się ze środowiskiem „Wyborczej” „kawiorowa lewica” z „Krytyki Politycznej”. Krytykując system kapitalistyczny, korzysta ona z istniejących w nim mankamentów, prowadząc lokal w centrum Warszawy (i płacąc śmiesznie niski, w porównaniu z innymi lokalami, czynsz; w dodatku jedynie maleńką część tego lokalu można uznać za służącą spełnianiu „pożytku publicznego”), a zamiast realizować cele tradycyjnie artykułowane przez lewicę (np. pomoc biednym) woli – podobnie jak Wyborcza – walczyć o gejów, prawo do aborcji i tym podobne sprawy. Innymi słowy, nie walczy z establishmentem, tylko go wspiera. Zwraca się do niszy i chyba jedynie ta nisza może ją poprzeć.

I – pisząc szczerze – jakoś mnie to nie martwi.

Jacek Tomczak

Czy „Gala” stoi tam gdzie ZOMO?

Marzec 1, 2010

Podczas przeglądania prasy w jednym z warszawskich sklepów moją uwagę zwrócił najnowszy numer pisma „Gala”, na którego okładce widniał Wojciech Jaruzelski wraz z córką Moniką. Oprócz początkowego oburzenia i instynktownego odwrócenia pisma tak, by leżało „tyłem do przodu”, wspomniany widok wzbudził we mnie pewną refleksję. fot. Gen. Wojciech Jaruzelski Otóż, wśród adwokatów komunizmu, ludzi w jakiś sposób relatywizujących lub częściowo negujących tkwiące w nim zło oraz mniej lub bardziej bezczelnych „socjalistycznych sentymentalistów” (pokroju Leszka Millera, który wyszedł z telewizyjnego studia w odpowiedzi na delikatną sugestię dziennikarza, że skoro zabronione jest propagowanie symboli nazistowskich, to nielegalne powinno być również epatowanie symboliką komunistyczną) istniały dotychczas dwa podstawowe sposoby na realizację „wielkiego zamazania” (określenie Gustawa Herlinga-Grudzińskiego) prawdy o zbrodniczym charakterze dawnego systemu. Pierwszy to redukowanie wspomnień komunizmu dotyczących do sielankowych obrazów z dzieciństwa (wszak wiadomo, że to ostatnie – zwłaszcza z perspektywy czasu – większości ludzi kojarzy się dobrze) lub scen z filmu „Miś” (kultowego i jednego z moich ulubionych, ale to „inna historia i opowiemy ją innym razem”), w którym socjalizm wydaje się systemem szarym, paskudnym i niekiedy aż tak nieudolnym, że śmiesznym. Drugi to regularnie występujące w mediach głównego nurtu próby rehabilitowania poszczególnych komunistów. Rolę rehabilitującego „stachanowca”, czyli przodownika w pracy propagandowej nad zmianą obrazu socjalizmu w oczach Polaków odgrywa, jakże by inaczej, „Gazeta Wyborcza”. Przykładowo, rok po roku, w rocznice wprowadzenia stanu wojennego, na łamach tego medium pojawiały się teksty usprawiedliwiające lub wprost broniące Jaruzelskiego i jego kompanów (tutaj znaleźć można ich interesującą mini-bibliografię: http://blogrzeczpospolitej.salon24.pl/76550,rafal-ziemkiewicz-wyborcza-klamie-w-zywe-oczy). Obydwa sposoby podejścia do komunizmu cechuje brak jasnego wyartykułowania zasadniczej dla zrozumienia prawdy o nim kwestii: komunizm był zbrodniczym systemem, który pozbawił możliwości funkcjonowania lub życia kwiat polskich patriotów, ludzi mężnych i dzielnych, czyniąc powszechnym fałsz, niegodziwość i przemoc. Był takim systemem do samego swego upadku – gdy „opozycja demokratyczna” przygotowywała się do rozmów Okrągłego Stołu, komunistyczne służby bezpieczeństwa mordowały księży. Z wywiadu w „Gali” i faktu, że komunistyczny aparatczyk, człowiek całkowicie serwilistyczny wobec Moskwy, który sam prosił „wielkiego brata” o pomoc w walce z niepokornym społeczeństwem znalazł się na okładce takiego tygodnika, wysnuć należy konkluzję, że adwokaci komunizmu znaleźli nowy sposób retuszowania wizerunku zbrodniczego systemu w oczach Polaków. Adresatem są tym razem nie osoby zainteresowane lub zaangażowane w życie polityczne, lecz miłośnicy „skoków przez plotki” i życia gwiazd. Grupa ta została dobrana całkiem nieźle, gdyż apoteozowana przez nią materialistyczno-hedonistyczna rzeczywistość skutecznie rozmywa wszelkie wartości, wynosząc na ołtarze bożka relatywizmu. Bardzo łatwo można jej wpoić tezę, że tymi „złymi” nie są ludzie, którzy walczyli z narodem, z którego podobno się wywodzili, ale ci, którzy chcą będących ongiś u szczytu władzy przestępców sprawiedliwie osądzić. Życie jako fast-food, gdzie przebaczanie jest tak proste jak zamówienie kanapki, gdzie rozliczenie przeszłości jest czymś przykrym i odbierającym „radość życia” (jak to trafnie ujął Andrzej Kołakowski: „pamięć leczy się ze stresu”) umożliwia potraktowanie Wojciecha Jaruzelskiego jako potencjalnej ikony popkultury, „ciekawej postaci”, „gwiazdy”, która świeci się prawie tak jak obecny na innych stronach Leonardo Dicaprio. Nie tylko więc się generała (nawiasem – wciąż mnie zastanawia czy polskim generałem jest August Fieldorf, który za odmowę współpracy z UB zapłacił życiem czy ten, który kontynuował dzieło jego oprawców?) nie oskarża, nie rozlicza i nie kara. Generała się adoruje, by mógł po raz kolejny wziąć w obronę samego siebie, zjednując pytaniami, w których – ogólnie rzecz ujmując – dominuje teza, że Jaruzelski jest „zaszczuwany”. A jeśli nawet przyjmuje się do wiadomości, że może ma coś na sumieniu, to „któż z nas nie ma?”. W każdym razie panuje nie tylko zgoda co do tego, że wolność, za której pragnienie komuniści wyrywali paznokcie, jest dla nich przeznaczona w całej rozciągłości, ale też co do tego, że powinno się ich zapraszać do różnych mediów, by przypadkiem nie poczuli się przykro. Nazywając rzeczy po imieniu, zarabia się na wyrwanych paznokciach, przestrzelonych głowach, spalonych ludziach, doprowadzonych prześladowaniami do obłędu bohaterach itd. Obecnie swoją szansę na taki zarobek dostrzegł tygodnik „Gala”. Takie „pomieszanie wszystkich ze wszystkimi”, robienie z kimś „okładkowego” wywiadu dlatego, że jest znany i sprawował w przeszłości władzę pozwala poczynić analogię do ludzi, którzy w czasie panowania systemu komunistycznego po wizycie w Kościele szli na pochód 1-majowy (konformizm albo – dosadniej – obłudę inteligentów, którzy tak czynili obnażył choćby Piotr Wierzbicki w „Traktacie o gnidach”; jednakże trzeba pamiętać, że podobna postawa cechowała niezliczone masy społeczne). Zdzisław Krasnodębski zdaje się trafiać w sedno sprawy, konkludując: „Tak jak w PRL wstępowali do partii, a słuchali wieczorami Radia Wolna Europa i posyłali dzieci do komunii, maszerowali w pochodach pierwszomajowych, ale opowiadali o zbrodniach stalinowskich i heroizmie AK, tak dzisiaj są w stanie jakoś pomieścić w sobie Jana Pawła II i księdza Popiełuszkę, Jaruzelskiego i Rakowskiego, Grzegorza Przemyka i Czesława Kiszczaka. Wychowanie obywatelskie powinno więc się rozpocząć od rzeczy elementarnej: uświadomienia, że to nie jest pakiet, lecz alternatywa, ostra, fundamentalna alternatywa”. Walka o rozmycie tożsamości i odejście w niepamięć publicznej wiedzy o biografiach wielu ludzi ma prowadzić do sytuacji, w której jako „ciekawe postaci” w tym samym piśmie znaleźć się mogą przyjaciele zasłużonego polskiego patrioty i ten, którego ideowi kompani najchętniej strzeliliby temu patriocie w tył głowy. Na takie rozmycie tożsamości, powodujące odejście w niepamięć tradycyjnego rozróżnienia moralnego między złem a dobrem osoba tą moralność szanująca musi odpowiedzieć: „no pasaran!”. Jeśli wspiera się Jaruzelskiego, to walczy się z Janem Pawłem II, tak jak system komunistyczny walczył z Kościołem. Nie ma miejsca dla nich obydwu w jednym szeregu. Te postaci (a także wiele innych) stały do siebie w radykalnej opozycji. Teraz zastanówmy się nad tym czy – jak to ujął Jarosław Kaczyński – ludzie ci „stoją tam, gdzie było ZOMO”. Odrzućmy przy tym jazgotliwe ataki oskarżające tego ostatniego o „sianie nienawiści”, „skłócanie społeczeństwa” itp. Retoryka propagandy powinna ustąpić miejsca analizie. Sam odrzucam wyrażenie szczegółowej opinii o polityku, którego postrzegam bardzo negatywnie (acz w zwulgaryzowanym przez uproszczenia dyskursie publicznym integralny antykomunista i zwolennik rozliczenia zbrodni i tak jest kategoryzowany jako „pisiak”). Pomijając, że wypowiedź ta miała charakter wiecowy, trąci charakterystycznym dla systemu demokratycznego populizmem i przypominając, że należy ją rozpatrywać jako metaforę, bo taką była, słuszność jej zawartości merytorycznej wydaje się trudna do podważenia. Jeśli bowiem akceptuje się postać Jaruzelskiego, to akceptuje się inwazję na Czechosłowację w 1968 roku, stan wojenny, wydarzenia z kopalni Wujek. W każdym z tych wydarzeń Jaruzelski odgrywał bowiem wielką rolę. Zatem broniąc go staje się dokładnie tam, gdzie kiedyś stawały oddziały Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej. Fakt, że samo ZOMO estetycznie najczęściej odpycha ludzi, którzy Jaruzelskiego rehabilitują, nie ma tu wielkiego znaczenia. Bronią oni bowiem czegoś, co było realizowane przez ZOMO. Właśnie po stronie wykonawców poleceń Jaruzelskiego, czyli ZOMO stają. I choćby maskowali to piękną kolorową okładką i sielankowymi rozmowami z generałem o życiu rodzinnym nie zmienią faktu, że – choć oni werbalnie i retorycznie, a milicja – fizycznie i brutalnie – podobnie jak ZOMO występują przeciwko próbom powiedzenia prawdy o „towarzyszu generale”. Jacek Tomczak